Grace Stewart
35 LAT | FBI | BOSTON | SIEROTA
Jej matka należała niegdyś do Angels. Była wysoko postawiona i dość niebezpieczna, dopóki nie poznała pewnego mężczyzny. On sprawił, że zechciała być dobra i najnormalniej w świecie odeszła z gangu. Jednak na tym się nie zakończyło. Urodziła córeczkę, którą obydwoje bardzo kochali. Niestety ich życie nie było przyjemne, bo cały czas uciekali. To byli w Londynie, to w Warszawie, to w Moskwie, to Los Angeles, to w Paryżu, a na końcu wrócili do Bostonu. Tam zostali po cichu sprzątnięci, a sama Grace miała wtedy 26 lat. Dzięki swojej niewiedzy i nocnej akcji, przeżyła. Dopiero później odkryła prawdę i postanowiła się zemścić. Agentką jest od dziesięciu lat, tylko to chyba sprawia jej przyjemność. Wśród innych jest szanowana oraz ceniona, acz mało lubiana. Nie posiada swojego życia prywatnego, dzięki temu całą swoją uwagę może skupić na pracy. Kobieta nie należy do zbyt towarzyskich, raczej unika ludzi. Woli pracować sama, niżeli namawiać się z innymi. Strzela celnie, mocno bije i szybko biega. Mimo, że należy do płci żeńskiej, nie należy ją skreślać. Nie jest słaba, a jeśli ktoś tak uważa, szybko tego pożałuje. Nie wie co to miłość, spokój czy ciepło. Wychowała się w taki, a nie inny sposób. To nie tak, że rodzice jej nie kochali, bo była całym ich światem. Po prostu przez ciągłe ucieczki i strach przed gangiem, odsuwali od siebie córkę. Dlatego wydaje się być zimna i wredna. Jeśli jej się coś nie podoba, mówi to w prost. Nigdy nie kłamie, sama woli znać prawdę. Aktualnie mieszka w małej kawalerce, gdzie bywa dosyć rzadko. W nocy, o ile uda jej się zasnąć, przytula się do pistoletu z którym jest nierozłączna. Życie nauczyło ją, by liczyła tylko i wyłącznie na siebie, tego się trzyma. Trudno zdobyć jej zaufanie, w ogóle trudno wywołać u niej szczery uśmiech. Ona sama wykorzystuje swoją odznakę FBI w różnych knajpach, by nie czekać w kolejce za kebabem lub frytkami. W dodatku zdaję sobie sprawę ze swojej urody oraz jej walorów, ale ich nie podkreśla. Chyba, że jakaś misja tego wymaga lub bankiet, to wydaje się być zupełnie inną osobą.
Tak więc witamy się i
zapraszamy do wątków oraz powiązań.
Grace nie jest taka zła, chyba ją polubicie ^^
[Wątek z przyjemnością, jakieś pomysły?:) Może jakieś wspólne zadanie, chyba że wolisz coś pokojniejszego:D]
OdpowiedzUsuńGabriel
[Pewnie, czemu nie. :) Tylko, że Grace jest taka odizolowana, że nie mam do końca pomysłu na wątek. Chyba, że ty masz coś w zanadrzu? :)]
OdpowiedzUsuńSarah
[To ja od razu zacznę :)]
OdpowiedzUsuńW FBI pracuje zaledwie od kilku miesięcy, przez co też rzadko jest wysyłana na jakiekolwiek akcje, nie wspominając już o tych niebezpiecznych. W pokoju socjalnym najbardziej zaprzyjaźniła się z ekspresem do kawy i czajnikiem elektrycznym, bo to są najczęstsze "zlecenia" jakie wpadają jej do ręki. Nie da się ukryć, że spacery po lunch dla kolegów z pracy nie sprawia jej żadnej przyjemności, a już na pewno nie satysfakcji. Czuje się zdegradowana, choć niby wspięła się na kolejny szczebel swojej kariery zawodowej.
Nie daje jednak za wygraną i cały czas próbuje namówić szefa, by jednak dał jej jakieś bardziej odpowiedzialne zadanie. Stara się zachować przy nim stoicki spokój, ale nie jest to proste skoro ma już dość wykorzystywania w tak upodlający sposób. Nadszedł w końcu dzień, w którym w końcu się udało. Siedziała w czarnym służbowym samochodzie, czekając na swoją dzisiejszą partnerkę. Denerwowała się nieco, bo słyszała, że ta jest wredna, a surowość bije jej z oczu. Zagryzła dolną wargę i poprawiła kołnierzyk swojej białej koszuli, starając się zachować spokój. Przecież to miało być rutynowe zadanie, takich wiele na co dzień miała w policji, więc czym się tak przejmowała? Sama nie wiedziała...
Sarah
Oboje znajdowali się w czarnej furgonetce, z zaciemnianymi szybami, byli przydzieleni w pary, a niedaleko nich, znajdował się uzbrojony po uszy oddział szturmowy. Oczywistością było że w dwójkę nie uderzą, na odkrytą kryjówkę gangu. Co gorsza Gabe wiedział że tym razem udało im się trafić w sedno, bowiem siedziba była jak najbardziej prawdziwa, zero podpuch, a jedynie cudem udało mu się ostrzec paru ludzi, o zbliżającym się ataku FBI. Ta gra była ryzykowna lecz warta świeczki, zwłaszcza jeśli miał za nią otrzymać bardzo pokaźne honorarium. Patrząc prawdzie w oczy, Gabriel nie należał do tych dobrych, od bardzo dawna i mimo iż nazywali go przyjacielem, on w jakiś sposób hamował się by ich nie wyśmiać, a czasami przytaknąć. Jego życie nie mogło być normalne i już. Przeładował magazynek w broni, spoglądając na siedzącą niedaleko kobietę.
OdpowiedzUsuńGrace Stewart, cholernie silna kobieta, cholernie dobrze wyszkolona, do tego cholernie pociągająca dla mężczyzn, nie dziwił się dlaczego tak wiele o niej słyszał. Z czasem można było powiedzieć że się dogadali, parę wspólnych misji i już mogli sobie mówić na ty, aż dziwne że nie miała w genach, tego samego co on. Spisku. - Gotowa, na skopanie paru dup?- zapytał, a kącik jego ust mimowolnie się uniósł, gdy jego brązow tęczówki spoczęły na jej twarzy.
[Mam nadzieję że tak może być:)]
Gabriel
[Ślicznie dziękuję za przywitanie:)
OdpowiedzUsuńJedyny pomysł, jaki przychodzi mi na razie do głowy, jest związany z rodzicami Grace. W końcu zdradzili Angels i uciekli, czegoś takiego gang na pewno nie wybacza oraz nie zapomina. Mimo że Danielle należy do młodego pokolenia i raczej na pewno nie miała styczności z rodzicami Grace, to na pewno słyszała historię o wysoko postawionej kobiecie, która porzuciła gang za sobą oraz o konsekwencjach, które ich spotkały. Taka bajeczka dla każdego wstępującego do Angels, by był świadomy, jak to jest. Danielle miała wtedy dwadzieścia lat. Możemy założyć, że nie była to jeszcze jej właściwa inicjacja, ale była obecna przy morderstwie, aby zaczęła się oswajać ze śmiercią. Grace też na pewno ją kojarzy: w końcu Dan prowadzi ulubiony bar dla agentów, poza tym jest w bliskich stosunkach z Bogiem z racji swojej pozycji, dlatego mogą często mijać się u niego na korytarzu, a Grace nie za bardzo rozumie, jakie relacje tak naprawdę ich łączą. Nic konkretniejszego mi na razie do głowy nie przyszło, same takie przebłyski w tle:<]
Danielle
[ Mam pewien pomysł, mianowicie. Co powiesz na to, żeby to Grace (btw, uwielbiam to imię i na kilku innych blogach moje postaci właśnie tak mają na imię :) przypadł zaszczyt złapania i obserwowania Audrey za to, że dziewczyna włamała się do bazy danych FBI i dowiedziała się prawdy o sobie (nie całej, bo nie wie że jej rodzice byli w gangu i nie wie jak zginęli). Co do wątku to może Grace będzie nad czymś pracować i będzie chciała aby Hill włamała się do jakiegoś komputera pewnej szychy. Co ty na to? ]
OdpowiedzUsuńAudrey
Kobieta skinęła jedynie głową i bez słowa odpaliła samochód by ruszyć na ulicę. Magazyn znajdował się na przedmieściach, więc trochę minęło zanim przebiły się przez centrum. Stojąc na czerwonym świetle, brunetka opijała paznokciami o kierownicę. Spojrzała na partnerkę, unosząc nieznacznie brwi. Chciała do niej jakoś zagadać, powiedzieć coś sensownego, niestety nic nie przychodziło jej do głowy. Nic co mogłoby zainteresować jej towarzyszkę. Zaniechała więc tego i po prostu cisnęła na pedał gazu by znów ruszyć w drogę.
OdpowiedzUsuńGdy tylko dotarły na miejsce Sarah zaparkowała nieopodal wejścia i sprawdziła czy w kaburze, którą miała na szelkach sprawdziła czy wszystko jest na miejscu. Nigdy nie wiadomo kiedy broń się przyda. Sięgnęła jeszcze z tylnego siedzenia czarną marynarkę, którą na siebie narzuciła.
- Jakieś wskazówki? – zapytała, spoglądając przez okno na magazyn. Wyglądał raczej na opuszczone miejsce, ale pewności nie można było mieć stuprocentowej. Uśmiechnęła się kącikiem warg, czekając na instrukcje bardziej doświadczonej koleżanki.
Harriet
Może i razem gwarantowali by sukces, gdyby oboje mieli czyste intencje, co innego gdy on miał wiele do stracenia, gdyby natknęli się na coś co byłoby przydatne w sprawie przeciw gangowi. To była nieustanna gra, a on chciał ją wygrać.- To chciałem usłyszeć.- stwierdził,a przez słuchawkę którą miał w ucho został wydany rozkaz, zaczynali. Kiwnął do niej jedynie głową i wysiadł z samochodu, kierując się szybkim krokiem w kierunku budynku, w którym miała się rozegrać cholernie ważna gra. Przed nimi do budynku wtargnął oddział szturmowy, oni mieli przeszukać piwnice. Że tez akurat tam musieli węszyć, w tym budynku był jedynie raz, jednak nie mógł zaprzeczyć że wiedział że to w podziemiach działo się najwięcej, dlatego w całym tym nieszczęściu było szczęście, bo nie ma to jak uprzykrzanie pracy jednej z lepszych agentek FBI.- Panie przodem.- stwierdził gdy zatrzymali się przed dębowymi drzwiami które po chwili pchnął z siłą, gdy sprawdził czy teren jest czysty puścił ja przodem.
OdpowiedzUsuńtfu, Gabriel xd
Usuń[Heej :D My się znowu spotykamy xD Angelinaaa <3 Pomysł na wątek jak najbardziej mi odpowiada, choć na pewno przyskrzynić się Peterek nie da xDD Mam pewnie w zamian zacząć? ^.^ ]
OdpowiedzUsuńPeter
Peter siedział w swojej pracowni, w willi na obrzeżach Bostonu. Spokojna okolica, a wokół tylko kilku sąsiadów prawie takich samych bogaczy. Znad silnika jednego ze swoich aut, jednego z kolekcji, ale jemu wszystko nudzi się bardzo szybko, czy to samochód, czy to kobieta, zerkał w stronę kilku ekranów komputera, gdzie skutecznie zacierał ostatnie ślady po sobie. Umiał być niewidzialny w sieci i przeszukiwać wszelkie bazy danych będąc niezauważonym. Inni mieli nie więcej niż niecałe piętnaście minut by wykryć, że ktoś przeszukuje ich dane lub robi różne transakcje. Stark stał się w tym mistrzem. Nagle na jednym z ekranów pojawiła się ikona telefonu. Nacisnął ją.
OdpowiedzUsuń-Mów szybko bo nie mam czasu.- Mruknął od razu wycierając brudne ręce o ręcznik. Oparł się swobodnie o biurko i przyglądał się kodom migającym na ekranie.
-Ma pan gości panie Stark.- Odezwał się głos po drugiej stronie. Ah tak, strażnik otwierający bramę. Pasjonujące zajecie, ale u Peter nie oszczędza na pracownikach.
-Kto to?- Spytał.
-Mają odznaki.- Mężczyzna westchnął. I tak był pewien, że nic konkretnego na niego nie mają, a poza tym to zawsze da się załatwić.
-Otwórz im.- Odpowiedział i natychmiast się rozłączył. Zostało tylko trzy procent po czym zniknął po nim wszelkie ślady. W sieci oczywiście. Zrzucił z siebie ubrudzoną koszulkę i założył granatową koszulę po czym wrócił na parter.
[Takie sobie wyszło, ale się muszę wczuć w klimat i mojego gościa ;D ]
Peter
Posłał jej nieznaczny uśmiech i podszedł do kobiety. Bez skrępowania czy czegokolwiek innego chwycił jej odznakę i szybko prześledził to co tam pisało. Świtało mu co nie co. Przeniósł wzrok na jej twarz.
OdpowiedzUsuń-Stewart…- Mruknął z zamyśleniem.- Ah! Grace, moja dawna znajoma mnie nie poznaje.- Rozłożył na bok ręce po czym podszedł do barku.- Napijesz się czegoś?- Spytał.- W sumie głupie pytanie, jesteś w pracy.- Dodał szybko i usadowił się wygodnie na kanapie. Nogi wyciągnął i położył na stoliku. Skinął na fotel na przeciwko.- Ludzie przychodzą do mnie w wielu sprawach, więc tak naprawdę powinnaś ustawić się w kolejkę, ale pięknym kobietom nie należy odmawiać.- Odpowiedział uśmiechając się całkowicie niewinnie i za zrazem cwanie. Doskonale wiedział, że dosłownie za trzy minuty wszystkie dane i ślady jakie pozostawił znikną z sieci, więc nie będzie po nim najmniejszego śladu, ale zawsze lubił grać.
Peter
Zaśmiał się krótko, gdy przypomniała sobie kim jest. Jej mina mówiła sama za siebie. Domyślał się co może chodzić jej po głowie.
OdpowiedzUsuń-Ja też wole młodsze.- Rzucił z ironią, odstawił kieliszek i podniósł się na nogi.- Ja w nic z Tobą nie gram kochanie, ale jestem przekonany, że jeśli teraz sprawdzicie swoją bazę danych to nie będzie po mnie śladu.- Uniósł rękę i spojrzał na tarczę srebrnego zegarka. Właśnie w tej chwili cokolwiek zrobił nie ma po tym śladu.- Nie sądzę byś miała specjalny papierek, który pozwalałby ci zadawać mi pytania, ale mogę cię zapewnić, że wasi ‘’specjaliści” nic nie wykryją.- Dodał stając naprzeciwko niej.- Ogólnie powiedziałbym ci że znasz drogę do drzwi, ale dawno się nie widzieliśmy, więc jak tam twoja kariera w służbach?- Spytał unosząc nieco brew. Na jego twarzy nadal igrał uśmiech. Lubił wytrącać ludzi z równowagi i jawnie kpić sobie z zaistniałych sytuacji, które go bawią, a ta go bawi i gdyby nie okoliczności pewnie już by wybuchł śmiechem. Kobietę znał z dawnych lat, ale wiele się zmieniło, a przede wszystkim to, że nie lubi glin, a w szczególności FBI. Odwrócił się i podszedł do dużych, szklanych drzwi rozsunął je i wyszedł na taras. Dalej rozciągał się zadbany ogród z basenem. Wsunął dłonie w spodnie i zmrużył oczy przed promieniami słońca.
Peter
-Na dobrą kolację z winem, kina, teatru, jacht.- Odparł. Doskonale pamiętał tamte czasy, ale tak wiele się zmieniło od tamtej pory. Ani w jego życiu, ani w jej nie ma już tej beztroski. Przyglądał się jej uważnie jakby na nowo poznając, ale do tego zdecydowanie ma ochotę użyć także innych rzeczy. Musiał przyznać, że robi całkiem inne wrażenie niż kiedyś. Teraz stoi przed nim zdecydowana, pewna siebie kobieta i co lepsze nie jest głupia. Za zwyczaj to panny się na niego ślinią, a bynajmniej na jego kasę, ale dla niego to jedno i to samo.- Ale lody to nadal niezła opcja.- Usiadł obok niej na drugim krześle.- Przyjechałaś sama?- Spytał, choć pewnie wolałby, gdyby powiedziała, że tak. Nigdy nie lubił ogonów, a wątpił by jej partnera dałby radę spławić, bo pewnie gdyby zechciał go zastrzelić Grace by dała mu w twarz, a później spróbowała aresztować, a przecież jest tak miło.
OdpowiedzUsuń-Pewnie.- Uśmiechnął się szczerze i tylko zerknął w stronę drzwi frontowych.- Środki bezpieczeństwa jakbym był groźny.- Rzucił z udawanym niedowierzaniem i machnął ręką.- To trochę sobie jeszcze poczeka.- Podniósł się z krzesła i zawrócił do domu. W progu obejrzał się na nią.- No chodź. Budki z lodami nie są czynne do nocy, a raczej wątpię by restauracje nagle wpadły w twój typ.- Rzucił odrobinę złośliwie. Mógł sobie pozwolić na chwilę względnej normalności, choć komuś takiemu zadawanie się tak przyjaźnie z kimś od FBI nie jest wskazane. Zamknął za nią taras i ruszył w stronę schodów do garażu.- Mam swoje pierwsze auto, ale cóż… już nie jeździ, więc niestety jesteś skazana na odrobinę przepychu.- Dodał luźno ściągając z klamki kurtkę. Oczywiście, że nie przyjmuje odmowy. Nigdy tego nie robi i zawsze musi postawić na swoim.
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się pod nosem. Po chwili stali już w garażu. Zapalił światła, które oświetliły rząd samochodów. Terenowe, kabriolety… Do wyboru do koloru. Podszedł od małej szafki i wyciągnął klucze od srebrnego jaguara. Podszedł do samochodu i otworzył jej drzwi. Dżentelmenem nadal pozostał, choć to bardziej ma robić wrażenie. Sam wsiadł za kierownicę i odpalił silnik, który przyjemnie zamruczał. Drzwi automatycznie się otworzyły, więc wyjechał.
OdpowiedzUsuń-Gdzie się kręciłaś, gdy wyjechaliście?- Spytał kierując się już w stronę miasta. Pytał z czystej ciekawości, a po drugie nigdy nie lubił milczeć. Już wolał pogadać o pogodzie za oknem niż siedzieć cicho.
-Kawał świata.- Odparł. Jemu też się zdarza pokrążyć po świecie choć bardziej w biznesowych sprawach niż dla własnej przyjemności, acz zdarza się korzystać.Włączył niezbyt głośno radio i przyśpieszył. To się nie zmieniło, muzyka jaką lubi i prędkość, która zawsze go kręciła na równi z komputerami i różnymi technologiami. Nie sądził nigdy, że spotka kogoś ze starych znajomych i w dodatku kogoś kto teraz w sumie stoi po drugiej stronie barykady.- Rozwinąłem firmę, raz nawet się hajtnąłem, podróżować też się zdarza. Dzień jak co dzień.- Wzruszył ramionami. Na pewno nie miał zamiaru wspominać o Angels.- Dlaczego FBI? Jest przecież tyle opcji, dużo ciekawszych niż latanie z odznaką.- Spytał zerkając na Grace. Lubił dużo wiedzieć o ludziach, a po tylu latach, akurat znajdzie się dużo tematów.
OdpowiedzUsuń[Witam również:) pomysłu jeszcze nie mam, ale coś się pewnie w mojej głowie zrodzi:) chociaż w sumie może by je w jakiś dziwny, zakręcony sposób zaprzyjaźnić? :)]
OdpowiedzUsuńNadia
Utkwił spojrzenie w drodze. To nie był najłatwiejszy temat dla niego, pomimo zdania niektórych osób.
OdpowiedzUsuń-Miała na imię Sophie... Byliśmy ze sobą trzy lata, później się rozwiedliśmy, przeze mnie, później zginęła. Powiedzmy, że zdarza mi się robić nieciekawe rzeczy i w sumie to też była moja wina. Ktoś od was ją zastrzelił.- Mruknął niechętnie. Spojrzał na nią, gdy wspomniała Angels. Teraz zdecydowanie był pewien, że jego sekret o współpracy z nimi nie może wyjść na jaw.
[ANŻELINA! A dziękuję, dziękuję. Wątek będzie, tyle że ona z FBI, a założyłam, że Ike vel. Antoś ma wtyki i tam i w CIA i w DEA (lol, prawie jak Obama). W każdym razie - ona może bardzo mocno go złapać, a on jej umyka, spotykają się na jakiś bankietach, imprezach itp. i ona ciągle próbuje go przyszpilić i jak na złość nie udaje jej się. Może między nimi być swego rodzaju napięcie, ale i zmęczenie materiału przez zabawę w kotka i myszkę. Można więc coś pokombinować z jakąś wystawną kolacją, ewentualnie spotkanie w zupełnie innej, niespodziewanej sytuacji: wielki, zły i goroźny Zajcew z córcią na rękach. :3]
OdpowiedzUsuńIke Evans
Szybko na powrót przybrał swój zwyczajowy uśmieszek.
OdpowiedzUsuń-Było minęło.- Mruknął.- Ale po tym wszystkim nikomu nie polecam małżeństw, na szczęście nie dorobiliśmy się dzieciaków.- Dodał całkowicie luźno i spokojnie. Do miasta milczał. Zaparkował przy jednym z większych parków w bostonie. Wokół jak zwykle roiło się od ludzi, rodzin z dziećmi, zakochanych par, biegaczy, czy miłośników spacerów z pupilami. Wysiadł z samochodu i otworzył jej drzwi. W oddali parku już dostrzegł faceta sprzedającego lody. Zamknął samochód i nasunął na nos okulary.
-Nadal lubisz te same?- Spytał idąc z nią ramię w ramię.
[Wszystko tak. Więc może być tak, że Anton po kolacji jedzie w jakimś nieznanym kierunku i Grace jedzie za nim - myśli że do jakiejś siedziby, czy coś, ale okazuje się, że pojechał odebrać od teściów córkę i wiesz, ona stoi pod wieżowcem, widzi go w drzwiach, celuje w niego a on na rękach to maleństwo trzyma.]
OdpowiedzUsuńI.E.
-Nie specjalnie, raczej tylko doszło parę rzeczy.- W sumie już odzwyczaił się od jedzenia zwykłego na przykłada kebaba, czy hamburgera, ale mimo, iż posiłki na tych wszystkich spotkaniach, czy galach nie jest najgorsze to ileż można jeść owoce morza i sałatki. Niby to zdrowe, ale bez przesady. Wsadził kluczyki od samochodu do kieszeni kurtki. Po paru minutach stali już przy budce z lodami.
OdpowiedzUsuń-Raz cytrynowe i czekoladowe.- Rzucił. Po chwili już trzymali swoje zamówienie i ruszyli dalej.- Masz kogoś?- Spytał nagle.- Jakby co pytam tylko z czystej ciekawości.- Dodał. Zawsze był bezpośredni, a jak chciał coś wiedzieć to i tak bez sensu było się zapierać przed odpowiedzią. Peter potrafił znaleźć każdą, najmniejszą informację.
Peter
-Czasem się zdarza, ale nie trzymam nikogo na stałe.- Odpowiedział bez skrępowania. Od rozwodu już się nie pchał w stałe związki i było mu z tym dobrze, a przede wszystkim wygodnie. Zdecydowanie dla niego były to tylko jednorazowe przygody, które kończyły się szybciej niż zaczęły. Chociaż w sumie nigdy do końca nie był wierny, choć tak na prawdę kochał tylko jedną kobietę i to tylko raz. To się nazywa wyjątek. Skosztował loda po czym jego telefon nagle zaczął wibrować w jego kieszeni. Z cichym westchnieniem wyjął komórkę i spojrzał na wyświetlacz. Zastrzeżony.
OdpowiedzUsuń-Abonent czasowo niedostępny, proszę zostawić wiadomość.- Rzucił ze znudzeniem. Nie miał ochoty na żadne rozmowy.
-Szef ma dla ciebie zadanie. Masz być w domu za półgodziny. Sam.- Mężczyzna po drugiej stronie rozłączył się. Peter cicho zaklął pod nosem. Nie dobrze. Miał FBI na podjeździe, a Angels ma się zaraz pojawić.
-Grace musisz zadzwonić do swojego znajomego, że może już sobie jechać, a raczej musi już jechać. Ja cię odwiozę, gdzie chcesz. Będę miał ważne spotkanie, a FBI przed domem nie świadczy o niczym dobrym.- Powiedział smakując loda ostatni raz po czym wrzucił go do śmietnika. Nie miał czasu na kulturalne dokończenie tej miłej chwili, choć i tak musiał jakoś to załatwić, by ona nie zaczęła się nad tym zastanawiać.
-Nie, mam jeszcze półgodziny. Odwiozę cię.- Nie chciał by tak wyszło. Miał zamiar spędzić miło ten czas, normalnie z kimś normalnym i znajomym, a nie jakimś nadętym ważniakiem. Nie chciał być nieuprzejmy, choć to akurat zdarza mu się często, ale Grace była jego dobrą znajomą, a poza tym agentkom FBI.
OdpowiedzUsuń-Więc gdzie cię podrzucić?- Spytał zerkając na nią, gdy już siedzieli w aucie. Był ciekaw co Angels tym razem mają dla niego, choć na pewno będzie chodziło o wyszukanie kogoś lub złamanie jakichś szyfrów do banku, albo jakiejś bazy danych. Normalka. Nie czuł jakiegoś wielkiego stresu związanego ze współpracą z nimi. Po pierwsze nie robił nie wiadomo czego, a po drugie mili umowę. On im pomaga oni pomagają mu zemścić się. Proste i już.
[Pomysł jak najbardziej mi się podoba :). Zaczniesz?]
OdpowiedzUsuńIan E.
-Jeeej będzie fajnie!-mruknął Ian bez żadnych emocji. Wywrócił oczami, gdy zobaczył z kim ma tam jechać. Już wolałby starego Lucasa od którego śmierdzi moczem.
OdpowiedzUsuń-Też się cieszę, że jadę z tobą-wydukał i wyszczerzył zęby w ironicznym uśmiechu.
-Zrób coś dla mnie, wykonuj co do ciebie należy i nie właź mi w drogę-warknął i udał się do magazynu skąd miał wziąć wszystkie potrzebne rzeczy.
[W sumie to może Grace dowie się czyją córką jest Kate i będzie chciała jakoś przez nią dokopać się do Angels? Wymyślanie wątków dla dwóch pań nie jest moją mocną stroną ;D ]
OdpowiedzUsuńKate
Wsiadł bez słowa do samochodu, po czym przeładował broń i schował ją do pokrowca przyczepionego do jego spodni, gdy zadzwonił jego telefon. Odebrał i chwilę milczał.
OdpowiedzUsuń-Mamo spokojnie, przerabialiśmy to już tysiące razy nic mi nie pędzie. Też cię kocham pa-mruknął i wywrócił oczami. Włożył telefon z powrotem do kieszeni i złapał za laptopa. Zaczął przeglądać bazę ściganych i karanych członków Angels w Barcelonie.
Z walizką w ręce wybiegł z biura i w sekundzie znalazł się obok Grace. Akurat podjechała po nich czarna terenówka, wziął od niej bagaże i wrzucił je do bagażnika, po czym otworzył jej drzwi i poczekał aż wsiądzie. To, że się lubili nie oznaczało, że będzie kompletnym dupkiem.
OdpowiedzUsuń-Zobacz
-Zobacz to jest Joshua Maxwell główne serce Angels w Barcelonie-mruknął i podsunął jej pod nos laptopa. Jeśli go znajdziemy reszta pójdzie nam z płatka, choć będzie ciężko odnaleźć tego przydupasa-mruknął, gdy nagle zadzwonił jego telefon. Porozmawiał chwilę po niemiecku i się rozłączył.
Usuń-świetnie-mruknął i skrzyżował ręce na piersi. Mój kolega z Niemczech powiedział mi, że ten cały Joshua najczęściej przesiaduje w głównym barze w Barcelonie i gra w bilard-powiedział i zaczął grzebać w laptopie.
OdpowiedzUsuń-Z tego co widzę ma sporo sprzymierzeńców-wydukał lekko niezadowolony Ian.
Puścił jej uwagi mimo uszu i jeszcze przez chwilę przeglądał bazę danych, gdy samochód nagle gwałtownie sie zatrzymał. Ian podniósł wzrok i ujrzał dość poważny wypadek. Wszędzie stały porozbijane auta i dało się usłyszeć krzyki rannych. Zaklął pod nosem, gdy nie zobaczył żadnych służb ratowniczych.
OdpowiedzUsuń-Cholera-warknął wysiadając z samochodu. Nieopodal niego leżała mała dziewczynka, nie ruszała się. Musiała wypaść przez przednią szybę.
-Grace! Zajmij się resztą!-krzyknął klękając przy dziewczynce.
-Hej kochanie-szepnął lekko nią potrząsając. Sprawdził jej czynności życiowe i przystąpił do reanimacji. Ich wyjazd do Barcelony jak widać się trochę opóźni.
Reanimował dziewczynkę już od dobrych kilku minut, lecz, to wszystko było na nic.
OdpowiedzUsuń-No dalej mała!-warknął pod nosem zdeterminowany nawet na chwilę nie przestając, choć w głębi wiedział, że jest już za późno. Zamknął oczy i przestał. Sprawdził jeszcze jej puls, którego nie było.
Odwrócił się w stronę Grace i pokiwał przecząco głową na znak, że dziewczynka nie żyje.
Poprawił kurtkę i ruszył na pomoc innym, gdy nagle ktoś powalił go na ziemię i zaczął okładać pięściami.
-Dlaczego?! Dlaczego jej nie pomogłeś?-krzyczał mężczyzna za pewne ojciec dziewczynki. Ian złapał go za bety i odciągnął od siebie.
-Koleś uspokój się!-warknął i zablokował go, gdy chciał ponownie go uderzyć.
-Było już za późno choćby nie wiem co było za późno-szepnął łagodnie Everett, gdyż wiedział, ze nagłe zachowanie mężczyzny było spowodowane rozpaczą.
-Spokojnie-mruknął jeszcze raz i posadził go na trawie. Nigdzie się nie ruszaj.
Ian bez dłuższego zastanowienia podbiegł do kolejnego auta.
-Może się ruszać?-zapytał jakąś młodą dziewczynę. Kiwnęła głową na znak, że tak, więc objął ją w talii i wyniósł z samochodu i posadził z dala od rozbitych samochodów.
-Karetka zaraz przyjedzie-mruknął i przyłożył jej do czoła swój sweter i kazał jej tak trzymać, po czym usłyszał czyiś kolejny krzyk.
Podbiegł do samochodu z którego się on wydobył i zamarł. Siedziała w nim jego znajoma Sophie, która była w 6 miesiącu ciąży.
-Tylko spokojnie Sophie, będzie dobrze-powiedział i wgramolił się do samochodu.
-Masz już skurcze? Kręci ci się w głowie?-zapytał mierząc jej tętno starą metodą.
-Sophie spokojnie-wyszeptał głaszcząc dziewczynę po policzku. Sopiś, to jest Grace moja partnerka z pracy-powiedział, a zapłakana kobieta spojrzała na Grace.
OdpowiedzUsuń-Masz skurcze co trzy minuty, to nie oznacza jeszcze, że będziesz rodzić, więc oddychaj spokojnie-rzucił cały czas patrząc się jej w oczy.
-Pamiętaj, że oprócz pracy w FBI jestem również lekarzem. Zaufaj mi-mruknął i spojrzał na Grace.
-Drzwi się zaklinowały od strony Soph, mogłabyś zawołać któregoś z ratowników z odpowiednim sprzętem?-zapytał uprzejmie Stewart, gdy zapytała się w czym może pomóc.
-Soph, Soph!-krzyknął, gdy zobaczył jak dziewczyna zasypia. Cholera Grace ona nie oddycha-wydukał i w sekundzie złapał dziewczynę za ramiona i wyjął delikatnie z samochodu. I zaczął znowu reanimacje.
-Błagam Soph zostań ze mną! Scott cię potrzebuje! I ja też!-warknął nie przestając. To trwało już dość długo i słyszał za sobą głosy innych, że za późno. ZNOWU za późno. Zignorował to i dalej ją reanimował.
Zaklął pod nosem, gdy włożyli ją do karetki. Zaczął nerwowo stukać nogą w ziemię i zaczął się rozglądać w poszukiwaniu sprawcy wypadku. Gdy tylko go dostrzegł podszedł do niego i złapał go za bety. Wyjaśnił o co mu chodzi funkcjonariuszom i ciągnąc go za sobą.
OdpowiedzUsuń-Zobacz idioto co zrobiłeś!-warknął. To przez ciebie ona nie żyje!-syknął i wskazał palcem na martwe ciało dziewczynki okryte folią. W wieku dziesięciu lat przez takich jak ty zginęli moi rodzice!-powiedział w wyraźnym wyrzutem i oddał go funkcjonariuszom.
-Grace dlaczego oni nie jadą do szpitala?-zapytał podchodząc do dziewczyny. Nie czekał na odpowiedź tylko ruszył do karetki iw parował do niej jak burza.
-Ma zapadnięte płuco!-usłyszał co mówi jeden z ratowników.
-Idioci wszędzie idioci!-wrzasnął Ian i zabrał sanitariuszowi igłę i z ogromną precyzją wbił ją dziewczynie w środek płuca, a z końca igły było słychać dźwięk wychodzącego powietrza, a Sophie otworzyła oczy.
-Spokojnie-wydukał Everett i pocałował ją w czoło. Spokojnie-powtórzył. Pojedziesz do szpitala, Scott już tam będzie na ciebie czekał. Trzymaj się-powiedział i pogładził ją po policzku.
-A wy jak coś znowu spieprzycie to nie wyjdziecie z pierdla do końca życia!-syknął i wyszedł z karetki. Wszystkie wspomnienia związane ze śmiercią rodziców uderzyły w niego niczym tsunami.
-Ja...zaczął podchodząc do Grace. Przepraszam, po prostu za dużo wspomnień wróciło-dodał i wsiadł do samochodu.
-Grace...-zaczął i odwrócił się w jej stronę. To co było to było, jak dla mnie się już nie liczy-powiedział i uśmiechnął się do niej. Między nami bywa różnie, ale to nie znaczy nie może byc lepiej-wydukał, gdy zadzwonił jego telefon. Odebrał go i milczał.
OdpowiedzUsuń-Sophie nie żyje-wyszeptał i wlepił wzrok w podłogę, a telefon ścisnął w dłoni.
-Dobra jedźmy do tej Barcelony i miejmy tą pieprzoną misję za nami-wydukał po chwili i głośno westchnął. Chciał być silny, ale za dużo tak cholernie za dużo tego wszystkiego wsypało się na jego głowę.
Spojrzał na zegarek i głośno westchnął.
OdpowiedzUsuń-Za godzinę jest następny-mruknął i przeczesał ręką włosy. Spojrzał na nią i cichutko westchnął.
-Sohpie nie żyje-odpowiedział krótko lekko drżącym głosem. Zacisnął palce na udach i zamknął na chwilę oczy.
Spojrzał na nią i poklepał jej dłoń, po czym odwrócił się i oparł głowę o szybe.
OdpowiedzUsuń-Musimy skupić się na misji-mruknął po chwili i głośno westchnął. W oddali było już widać ogromny budynek lotniska. Sam nie wiedział czy ma na to wszystko ochotę.
Spojrzał na nią i kiwnął głową na znak, że tak.
OdpowiedzUsuńUsiadł na jednym z krzeseł i zaczął obserwować krążących po lotnisku ludzi. Usłyszał za sobą czyjąś rozmowę.
-Tak jestem gliną-mruknął i odwrócił się do dwójki małych dzieci. Zaśmiał się pod nosem, gdyż z jego marynarki wystawała odznaka. Poprawił koszulę i cicho westchnął.
-Jest dobra, dziękuję-wydukał i upił łyk gorącego napoju.
OdpowiedzUsuń-Może zajmijmy się tym gościem, który właśnie kradnie portfel tej młodej dziewczynie-wydukał i wskazał palcem na młodzieńca, który wyraźnie zagadywał dziewczynę, a drugą ręką wyciągał jej portfel z kieszeni. Ian westchnął i odłożył kubek, wstał z krzesła i lekko się do nich przybliżył.
-FBI zostaw to-powiedział i pokazał odznakę, a wszyscy wlepili w niego oczy.
-Stul pysk i rób co ona ci każe!-warknął Ian. Chłopak co prawda niechętnie oddał portfel, ale grunt, że to zrobił. Nigdzie nie idziesz-powiedział Everett, gdy chłopak chciał odejść. Złapał go za koszulę i przytrzymał, by nie uciekł.
OdpowiedzUsuń-Ci mili panowie się tobą zajmą o ile raczą tutaj przywlec swoje tłuste tyłki-wydukał Ian i wskazał palcem na dwóch strażników, którzy sobie popijali kawę.
Stał z boku i przyglądał się wszystkiemu z wyraźnym rozbawieniem. Zagwizdał głośno, gdy Grace wreszcie wyszła z przymierzalni.
OdpowiedzUsuń-Seksowna pani funkcjonariusz, no no-skomentował i obydwoje poszli załatwić wszelakie formalności, a po kilkunastu minutach siedzieli już obok siebie w samolocie, gdy zadzwonił telefon Iana. Odebrał go i przez chwilę milczał, słuchając wszystkiego uważnie, gdy się wreszcie rozłączył westchnął głośno.
-Zaraz po przylocie do Barcelony czeka nas bankiet, na którym mamy udawać szczęśliwą i zakochana parę narzeczonych. Mamy tam za zadanie szpiegować niejakiego Gregorjewa Wasila, poznamy go po ogromnej bliźnie na policzku-wyjaśnił i zaśmiał się pod nosem. Więcej informacji dostaniemy w hotelu-dodał i przeczesał ręką włosy.
[A jakby zadzwonił szef do Iana, że misja jednak odwołana i że na lotnisku w Barcelonie będzie czekał na nich zaraz po przylocie samolot powrotny do Bostonu, ale samolot w którym lecą do Barcelony zostanie porwany itp itd]
OdpowiedzUsuń-Tak dokładnie o tym marzyłem-zaśmiał się i przeczesał ręką włosy. Ułożył się wygodnie na siedzeniu i zamknął oczy. Był padnięty. Zbyt wiele wrażeń jak na jeden dzień.
Stewardessy cały czas chodziły po samolocie dbając o pasażerów. Ian nie lubił latać samolotami, nie wiedział dlaczego, no ale dla pracy trzeba się pomęczyć.
-Misja odwołana-mruknął, gdy odłożył telefon do kieszeni. Na lotnisku w Barcelonie, zaraz po naszym przylocie będzie czekał na nas samolot powrotny-dodał i przeczesał ręką włosy. Wszystko nie szło po ich myśli. Uwzięli się na nich czy co!?
OdpowiedzUsuń-Padnij!-krzyknął i instynktownie skulił się zasłaniając swoim ciałem kobietę. W samolocie rozległo się kilka strzałów, a po chwili Ian został gwałtownie wyciągnięty z siedzenia i przygwożdżony do ściany samolotu.
-To na napad!-krzyknął jeden z mężczyzn.
-Oddajcie wszelakie urządzenia telefoniczne!-krzyknął mężczyzna, który przystawiał Ianowi broń do głowy. Jeden fałszywy ruch, a on zginie!-dodał i spiorunował wszystkich spojrzeniem. Jedna z kobiet chciała wyciągnąć telefon i wykręcić numer, za pewne by wezwać pomoc, lecz za to oberwał Ian. Dostał kilka razy w twarz i w brzuch.
-Wasz glina zaraz będzie trupem jeśli to jeszcze raz się powtórzy!-krzyknął zdenerwowany mężczyzna.
-Zostaw ją!-warknął Ian i spiorunował ich spojrzeniem. Wykorzystał nieuwagę jednego z napastników i wyrwał mu broń, po czym strzelił mu w nogę. Zaczęła się bójka pomiędzy Ianem i terrorystami, gdy Everett spostrzegł, że jeden z nich mierzy bronią w Grace bez wahania rzucił się na nią i powalił ją na ziemię, ponownie osłaniając ją swoim ciałem. Ian jęknął głośno, a jego bluzka zaczęła przesiąkać krwią, oberwał. Zszedł z dziewczyny i oparł się o fotele. Zostało dwóch napastników, którzy chwycili jego i Grace, po czym wrzucili ich do czegoś w rodzaju schowka i tam zamknęli. Ian krwawił z każdą chwilą coraz bardziej. Nie chciał, by jej się coś stało, nie żałuje, że to zrobił.
OdpowiedzUsuń[Zawsze coś się znajdzie ;D Wiec jakieś pomysły?]
OdpowiedzUsuńCameron
Spojrzał na nią i cichutko jęknął. Ułożył dłonie na ranie i lekko przycisnął.
OdpowiedzUsuń-Nie miałem zamiaru stać i patrzeć -wydukał, a jego ciało zaczęło delikatnie drżeć, zrobił się blady. Czuł jak z każdą chwilą robi się coraz bardziej senny.
-Grace-zaczął i drżącą dłonią wyciągnął telefon z kieszeni. Zadzwoń do szefa-szepnął, a jego głowa od ciągłego trzymania w górze opadła na zimną posadzkę.
Ian spojrzał na nią i drżącą dłonią wskazał na średniej wielkości białe pudełko. Zawsze w samolocie były apteczki, które są wyposażone bardziej szczegółowo niż normalnie, a że on był również lekarzem możliwe, że obydwoje wyjdą z tego cało.
OdpowiedzUsuń-Grace posłuchaj mnie teraz uważnie-powiedział hardo. W apteczce znajdziesz szczypce, pełno gazy, środki dezynfekujące, nici i igły chirurgiczne oraz rękawiczki i inne przydatne rzeczy. Wyczyść dokładnie ręce nałóż rękawiczki i wyciągnij ostrożnie kulę, następnie obmyjesz ranę i sprawdzisz czy nie ma żadnych odłamków, a na koniec zszyjesz ranę i zabezpieczysz opatrunkiem. Poradzisz sobie-powiedział i chwycił ją za rękę. Szkolili nas, więc jestem tego pewien-rzucił.
Czekał cierpliwie aż dziewczyna skończy z wyraźnym grymasem bólu na twarzy. Gdy dziewczyna skończyła podparł się na łokciach i oparł o jakąś małą szafkę. Wytarł dłonie w jakąś tkaninę i spojrzał na nią.
OdpowiedzUsuń-Dziękuję-powiedział i musnął jej policzek swoimi palcami.
-Uwierz mi ja też-rzucił i przeczesał ręką włosy, gdy do schowka wpadł jeden z napastników.
-Dlaczego koło samolotu lecą F16?!-warknął.
-Było ich trzech-wydukał i spojrzał na nieprzytomnego mężczyznę. Ja postrzeliłem jednego, ty załatwiłaś drugiego, więc został jeszcze jeden. Poradzimy sobie-dodał i wstał z ziemi. Podszedł do drzwi, które były zamknięte, zmarszczył czoło i poprzestawiał coś w elektronicznym zamku, a drzwi same się otworzyły. Spojrzał na Anges i wyciągnął swoją broń, którą zawsze wszędzie ze sobą nosił.
OdpowiedzUsuń-Idziemy-wydukał i skupił się na robocie. Powoli wyszedł ze schowka i skierował się na pierwszą część samolotu. Pokazał pasażerom, by byli cicho.
Ian szedł z wymalowanym skupieniem na twarzy, gdy nagle ktoś wytrącił mu broń i powalił na ziemię. Nad Ianem pojawił się ostatni napastnik, Everett od razu zerwał się z ziemi i zaczęli szarpać. Rana Iana dawało o sobie znać, ale nie czas teraz na jakiekolwiek słabości. Szarpali się. Ian się wkurzył i jednym mocnym kopnięciem powalił przeciwnika na opuszczone siedzenie i zakuł w kajdanki. Opatrunek na jego lewym boku zaczął przesiąkać krwią, za pewne szwy puściły.
OdpowiedzUsuń-I co warto było?-warknął Ian i spiorunował spojrzeniem mężczyznę.
-Sytuacja opanowana-oznajmił na co pasażerowie odetchnęli z ulgą.
-Chodźmy zobaczyć co z pilotami-wydukał Everett zwracając się do Grace.
Nie chciał się z nią kłócić, więc zrobił to co mu kazała i lekko zaniepokojony czekał aż dziewczyna wróci. Gdy usłyszał, że piloci nie żyją, a ustawiony jest jedynie autopilot zaklął pod nosem.
OdpowiedzUsuń-Nic mi nie będzie-wydukał i wstał z fotela, gdy podbiegła do niego jakaś dziewczyna i wsparła go na swoim ramieniu, trzeba było przyznać, że Ian był zdziwiony.
-Mój ojciec pracuje w kontroli lotów, pomoże nam-wyjaśniła i zaprowadziła Grace i Everetta za stery.
-Tu Boeing 345 Boston-powiedział Ian ściskając radio w dłoni.
-Wieża Boston zgłasza się.
-Pilocie nie żyją, samolot został porwany, lecz sytuacja została opanowana. Mamy ustawionego autopilota do Meksyku potrzebujemy pomocy-wydukał nadal wsparty na dziewczynie.
-Musicie go zrestartować, zaraz wyjaśnimy wa jak-powiedział mężczyzna.
Ian zaśmiał się i spojrzał na Grace.
OdpowiedzUsuń-Nawet nie wiesz jak bardzo zazdroszczę, aż zetrę niewidzialną łezkę z kącika mojego oka-wydukał rozbawiony i jęknął cichutko. Jego koszulka totalnie przesiąkła krwią, głupie szwy.
-Musisz odpocząć-szepnęła dziewczyna i wyprowadziła go z kabiny. Everett ułożył się na fotelach, lecz nie miał zamiaru zasnąć.
-Poproś Grace, by uspokoiła pasażerów-zwrócił się do dziewczyny i uśmiechnął się do niej delikatnie.