Ian Xavier Everett
|| 30 letni agent FBI || Zawsze nosi przy sobie broń || Dziedzic fortuny ||
|| Były członek SWAT || Z wykształcenia również lekarz ||
|| Uzależniony od burbona || Urodzony w Londynie ||
|| Biegle włada czterema językami: włoskim, francuskim, bułgarskim i niemieckim ||
|| Mistrz sztuk walki || Okazjonalnie pali cygara || Mercedes klasa S ||
Kim jest Ian? Z pewnością można powiedzieć, że jest pewny siebie i silny. Nie da sobie wejść na głowę, wie czego od życia oczekuje i zawsze podąża własnymi ścieżkami. Zawsze dostaje to czego chce. Everett z natury jest wyjątkowo gadatliwy, a i posiada ten rzadki dar, że jest w stanie zainteresować tym, co mówi, sporą grupę osób. W brew pozorom niezwykle inteligentny i szalenie ambitny. Bystry, porywczy, ale nie impulsywny. Dla swoich przyjaciół jest w stanie zrobić wszystko. Nie należy do grona osób, które łatwo się poddają. Nigdy nie rzuca słów na wiatr. Nie łatwo zdobyć jego zaufanie. Ufa jedynie kilku osobom z własnego kręgu. Żyje swoim życiem i sam sobie jest panem. Nienawidzi, gdy ktoś nim rządzi i zmusza do robienia czegoś wbrew jego woli, w efekcie czego dochodzi do kłótni. Okazuje się bardzo opiekuńczy w stosunku do osób bliskich i ważnych dla niego. Gdy miał dziesięć lat gang Angels zabił jego rodziców.
Po dziś szuka zemsty, dlatego został agentem FBI i stara się chronić resztę ludzi. Przez pewien czas udawał członka gangu, by przekazać policji potrzebne informacje. Nie stara się pokazać swojej wyższości nad innymi. Często w nocy jeździ po ulicach miasta nie mogąc znaleźć sobie konkretnego miejsca. Z natury jest wyjątkowo tajemniczy i niezwykle intrygujący. Zawsze zdecydowany i nie cofnie się przed niczym. Ian jest bardzo przebiegły i sprytny. Nie daje sobie w kaszę dmuchać i nie zakrząta sobie głowy takimi sprawami jak zasady, zakazy czy nakazy innych. Najważniejsza jest dla niego rodzina. Za swoich bliskich gotów byłby nawet umrzeć. Ma skłonności do prowokacyjnych wypowiedzi i zachowań. Praca jest dla niego czymś co sprawia mu największą radość i przykłada się do niej całym sobą. Po pracy lubi siadać na kanapie w zaciszu swojego ogromnego domu ze szklaneczką swojego ulubionego trunku i słuchać mocnego rocka. Nienawidzi kłamstwa i zachłanności.
Ian jest dość wysokim i szczupłym mężczyzną. Ma bladą cerę, błękitne oczy i ciemnobrązowe włosy. Najczęściej nosi czarną skórzaną kurtkę, czarną koszulkę i jeansy. Okazyjnie możemy go zobaczyć w garniturze.
W wolnych chwilach uwielbia gotować i grać na gitarze.
Nigdy nie spotkał swojej drugiej połówki, gdyż za wiele czasu poświęca pracy i boi się zaangażować w stały związek. Uważany jest za playboya, lecz on nigdy nie spostrzegał siebie w ten sposób. Nigdy nie odmówi sobie lampki wina i zapalenia papierosa. Ma dwa tatuaże: jeden na prawym ramieniu, drugi na lewej łopatce. Stwarza pozory zadufanego w sobie, ale po mimo dużej ilości negatywnych cech jest moralny, współczujący i ma wzgląd na ludzkie życie oraz okazuje skruchę za swoje czyny. Pokazuje również swoją delikatną stronę kiedy przebywa ze swoją siostrą Suzie. Ma tendencje do wielu zmartwień, zwłaszcza jeśli dotyczy to Suzanne.
Ian jest dość wysokim i szczupłym mężczyzną. Ma bladą cerę, błękitne oczy i ciemnobrązowe włosy. Najczęściej nosi czarną skórzaną kurtkę, czarną koszulkę i jeansy. Okazyjnie możemy go zobaczyć w garniturze.
W wolnych chwilach uwielbia gotować i grać na gitarze.
Nigdy nie spotkał swojej drugiej połówki, gdyż za wiele czasu poświęca pracy i boi się zaangażować w stały związek. Uważany jest za playboya, lecz on nigdy nie spostrzegał siebie w ten sposób. Nigdy nie odmówi sobie lampki wina i zapalenia papierosa. Ma dwa tatuaże: jeden na prawym ramieniu, drugi na lewej łopatce. Stwarza pozory zadufanego w sobie, ale po mimo dużej ilości negatywnych cech jest moralny, współczujący i ma wzgląd na ludzkie życie oraz okazuje skruchę za swoje czyny. Pokazuje również swoją delikatną stronę kiedy przebywa ze swoją siostrą Suzie. Ma tendencje do wielu zmartwień, zwłaszcza jeśli dotyczy to Suzanne.
Kurcze karta znowu wyszła mi trochę lipna, ale mam nadzieję, że się spodoba :)
Zapraszam do wątków i powiązań...
Pozdrawiam <3
Ps. 44148056-moje gg w razie ustalenia wątku



[Witam serdecznie i życzę miłej zabawy, dużo wątków no i zapraszam do siebie :)
OdpowiedzUsuńPs najlepszy wizerunek na świecie <33 A tam na początku ci się Damon napisało ;D ]
Peter
[ No, znowu ty :D No i znowu konieczny wątek. Ale tym razem niech się ze sobą kłócą, nienawidzą i najchętniej by sobie oczy wydrapali, ale i tak mozna wyczuć między nimi dziwne napięcie. Co ty na to? ;> ]
OdpowiedzUsuńGrace
[Hmm może Ian namierzy Petera jak on się dogaduje z Angels np na jakimś bankiecie, czy gdziekolwiek indziej i później może siedzieć mu na ogonie i następnie się z nim skonfrontować ;D Nic lepszego mi nie przychodzi na myśl ;) ]
OdpowiedzUsuńPeter
[ Ehh.xd No dobra xd ]
OdpowiedzUsuńGrace przemierzała właśnie biuro FBI, idąc do gabinetu szefa.Niechętnie tam szła, bo zbytnio go nie lubiła. Jednak kiedy otwiera drzwi bez żadnego wcześniejszego pukania czy pytania, jej wzrok wbija się w twarz Iana. Matko, co on tu robi... - myśli. Następnie swój wzrok przenosi na ich zleceniodawce.
- Co jest? - pyta oficjalnym głosem i patrzy się na niego spode łba. On się tylko uśmiecha głupio, najwidoczniej zadowolony ze swojego pomysłu.
- Wysyłam was do Barcelony - rzuca z durnym uśmiechem na twarzy - są tropy dotyczące Angels i chcę, byście się tym zajęli. Nie macie wracać tak długo, aż niczego nie będziecie pewni - stwierdził, na co Grace się tylko bulwersuje. Spogląda na swojego towarzysza i na jej twarzy pojawia się niemal wścieklizna. Nie mógł jej przydzielić kogoś... innego?
Kate chciała spędzić ten wieczór w towarzystwie swoich znajomych i zdecydowanie miło, a nie na awanturze przez co ktoś zostanie ranny, a ona będzie musiała myśleć co zrobić by nie wpaść w ręce glin i by nie było tylko gorzej. Oczywiście skończyło się inaczej. Jakiś pajac musiał ją zaczepić w barze, a gdy wyszła zapalić polazł za nią. Z łatwością pozbyła by się natrętnego podrywacza, ale jej heroiczny kumple musiał się wtrącić i tak się skończyło, że został ranny. Czuła się za to odpowiedzialna. Do szpitala nie mogli pójść, bo od razu zgłosiliby pchnięcie nożem na policji, a tego chcieli uniknąć za wszelką cenę. Do domu też nie mogła go zabrać... Siedząc w samochodzie z rannym chłopakiem do głowy wpadł jej jeden pomysł. Może nie zbyt rozsądny, ale innego wyjścia nie miała. Ruszyła do znajomego lekarza (który niestety jest z FBI, ale dobrze, że nie wie nic o jej ojcu). Po piętnastu minutach jazdy stała pod jego drzwiami. Dość głośno i natarczywie pukała. Nie słynęła z łagodności i uważania na to co wypada, a co nie, a w szczególności w sytuacji krytycznej, a to podciągnęła pod taką sytuację.
OdpowiedzUsuńUlżyło jej gdy mężczyzna w końcu otworzył drzwi.
OdpowiedzUsuń-Jest taka sprawa... Mój znajomy bawił się dzisiaj w bohatera i oberwał.- Przy tym wywróciła oczami i wskazała samochód.- Zszyjesz go? Zrobiła bym to sama, ale nie mam gdzie, a szpital odpada.- Poprosiła z wyraźnym uporem w oczach. Jakby się nie zgodził to i tak wparowała by mu do domu z Lukiem, albo po prostu zabrała to co trzeba i zajęła się tą raną sama, ale zawsze wygodniej było posłużyć się kimś.
Stała kawałek z boku i przyglądała się pracy Iana, gdy jej komórka zaczęła brzęczeć. Wyciągnęła ją z kieszeni i przeszła do kuchni by odebrać. Tatuś w końcu.
OdpowiedzUsuń-Kate, mówiłaś, że będziesz wcześniej. Stało się coś? Może mają po ciebie podjechać?- Spytał na co dziewczyna westchnęła tylko.
-Wszystko w porządku. Będę później zasiedzieliśmy się. Nic mi nie jest.- Odpowiedziała szybko i rozłączyła się nim ojciec zasypałby ją kolejnymi pytaniami. Odpisała też na parę smsów od reszty znajomych. Jak ona nie cierpi, gdy nagle wszyscy zaczynają się czymś interesować.
Zacisnęła pięści. Zmierzyła go i posłała tylko mordercze spojrzenie w stronę szefa. On odpowiedział jej kiwnięciem głowy i życzył udanej podróży. Ona mu? Poważnie? Raczej na odwrót! To on zawsze wchodził jej w drogę, nie ona mu do cholery jasnej. Poszła do swojego biurka i wzięła odznakę, pistolet, torbę i kluczyki do swojego samochodu. Jej znajoma na nią spojrzała współczującym wzrokiem. Ona już wiedziała, wspaniale. Chciała jej coś powiedzieć na pożegnanie, ale ta tylko powstrzymała ją gestem dłoni i wyszła, by wsiąść do swojego samochodu i poczekać na Iana. Włączyła muzykę w radiu i oparła wygodnie głowę. Westchnęła i się zaczęła uspokajać. Będzie dobrze, nie daj się sprowokować - mówiła sobie w duchu.
OdpowiedzUsuńSpojrzała wściekła na znajomego. Pewnie mógł to ogłosić całemu światu, bo co to takiego, że jej ojciec pracuje w gangu, na który polują wszystkie służby bezpieczeństwa. Przeniosła wzrok na Iana.
OdpowiedzUsuń-A co miałam ci powiedzieć? Hej wiesz mój ojciec pracuje dla gangu, Angels. Mówi ci to coś? Och no pewnie w końcu pracujesz w FBI! Aaa i wiesz jest jeszcze jedno "ale", powoli mnie w to wciąga.- Rzuciła wcale nie kryjąc swojej złości.- I co?! Lepiej ci jak to wiesz?! Nie każdy musi wiedzieć kim jest moja rodzina, ale w sumie...- machnęła ręką. Wyciągnęła dłonie przed siebie.- Proszę możesz mnie od razu skuć, a adres znasz.- Dodał rzucając mu wyzywające spojrzenie. Tak na prawdę powinna go zastrzelić...
Tylko trochę go zaskoczyła. Dobrze wiedziała,że ma za co odgrywać się Angels.
OdpowiedzUsuń-Przepraszam.- Przetarła palcami kąciki oczu i usiadła obok niej.- Dzięki... A tak na prawdę nie mówiłam ci nic bo wiem do czego są zdolni się posunąć by usunąć każdą, najmniejszą przeszkodę.- Westchnęła i uśmiechnęła się nieco.- Mam nadzieję, że ta papla nie powie nic mojemu ojcu.- Dodała krzyżując ręce na piersi.
To działo się tak szybko i tak nagle, że nie zdążyła zareagować nim postrzelili Iana, a on postrzelił tamtych. Czyli ojciec już wie. Od razu się tego domyśliła. Zacisnęła dłonie w pieści i wychyliła się zza kanapy.
OdpowiedzUsuń-Przestańcie!- Krzyknęła stanowczo. Nie miała zamiaru by ktokolwiek z nich wzajemnie się pozabijał.
-Kate! To glina!- Rzucił Kris jeden z ludzi jego ojca.
-I mój przyjaciel.- Odpowiedziała hardo. Do domu nagle wpadło kolejnych dwóch mężczyzn. Zaczął do niej podchodzić, a gdy była na wyciągnięcie ręki złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Szarpała się, ale trzymał ją w żelaznym uścisku.
-Brać go.- Wydał polecenie reszcie.
-Nie!- Dalej starała się wyrwać, ale nie miała wystarczająco siły.
-Uspokój się Kate.- Pokręciła głowa, ale blondyn wyprowadził ją z budynku i wsadził do czarnego samochodu.
Ona była całkowicie bezpieczna, ale bała się o Iana, że może jest zbyt ranny by wezwać nawet pomoc. Chciała wysiąść z samochodu, ale została powstrzymana. Patrzyła z bólem w oczach na dom od którego się oddalali. I to była wszystko jej wina...
OdpowiedzUsuń-Twój ojciec jest wściekły.- Rzucił Kris zerkając na nią.
-Nie obchodzi mnie to.- Warknęła krzyżując ręce na piersi i nie odwracając wzroku od widoków za oknem. To ona jest wściekła i w dodatku zmartwiona. Już się domyślała co ojciec powie, że nie wypuści jej z domu bez obstawy. Prychnęła pod nosem. Czasem miała dość tej ciągłej kontroli, ostrożności, dosć Angels...
Wpadła do jego domu nieco zdyszana. Chwilę łapała oddech w płuca nim się rozejrzała. Wokół panował straszny bałagan i było pełno krwi.
OdpowiedzUsuń-Ian?- Weszła głębiej. W salonie go nie było, ale zostawił za sobą mnóstwo krwi. Ruszyła tym śladem, aż dotarła do łazienki, gdzie brunet leżał na ziemi.- O mój boże...- Wyrwało jej się. Szybko znalazła się obok niego. Potrząsnęła nim lekko. Dostrzegła rany, najpoważniejsza była na brzuchu. Chwyciła ręcznik i przycisnęła do obficie krwawiącej rany. Noge miał tylko postrzeloną, kula ominęła ważne tętnice, reszta ran też nie była wyjątkowo groźne. Wyciągnęła komórkę i zaczęła wykręcać numer na pogotowie, ale nim nacisnęła zieloną słuchawkę zawahała się. A co jeśli dowiedzą się kto to zrobił? Co jeśli dobiorę się do jej ojca?
-Chrzanić to.- Mruknęła i zadzwoniła. Szybko powiedziała co się stało, przekazała adres i dalej zostało jej czekać. Spojrzała na jego twarz i lekko dotknęła jego policzka.
Pokiwała tylko głową i sięgnęła po kolejny ręcznik.
OdpowiedzUsuń-Nie, nie... Otwórz oczy, nie możesz odlecieć.- Rzuciła, gdy znów przymknął oczy. Sięgnął po jego telefon i odszukawszy numer do jego znajomego zadzwoniła do niego. Wyjaśniła zaistniałą sytuację omijając część o Angels. Mężczyzna powiedział, że przyjedzie jak najszybciej się da i zabierze go do siebie. Rozłączyła się i nerwowo czekała. Złapała go za rękę.
-Cii...- zamrugała szybciej bo łzy napłynęły do jej oczu.- Nie martw się mną, mój ojciec... To nic.- Starła krew z jego brody.- Wytrzymaj jeszcze, proszę.- Powiedziała drżącym głosem.
OdpowiedzUsuńRick po dziesięciu minutach byl na miejscu. Miał cała torbę podręcznego sprzętu. Sam trafił do rannego.
-Jezu co tu się stało?- Spojrzał to na Iana to na Kate.
-Po prostu pomóż mu.- Szatyn pokiwał głową i pierwsze co zrobił to podłączył mu kroplówkę i założył opaski zaciskowe nad ranami. Zakleił opatrunkiem ranę na brzuchu. Po tym z pomocą Kate przeniósł go do samochodu. Położyli go na tylnych siedzeniach i pojechali do kliniki Ricka, gdzie razem zabrali się za opatrywanie i zszywanie wszystkich ran. Było źle.
Myjąc się wzięła kilka głębokich wdechów by się uspokoić. W końcu stanęła po drugiej stronie stołu na przeciwko Ricka. Spojrzała ostatni raz na twarz śpiącego Iana.
OdpowiedzUsuń-Wyjdziesz z tego.- Musiał z tego wyjść, bo działo się to wszystko przez nią. Gdy tylko go otworzyli krew trysnęła na nią, aż się wzdrygnęła. Chwyciła ssak, by odessać krew, przez którą nic nie widziała. Dość długo zajęło im wyciągnięcie kul i zatamowanie krwotoku.
Miała nadzieję, że Ian dojdzie do siebie, ale faktycznie operacja poszła wyjątkowo gładko. Z przyjemnością popijała herbatę i słuchała Ricka z coraz większym zaskoczeniem, co na pewno było widać po wyrazie jej twarzy. Mimo wszystko uśmiechała się także na jego słowa.
OdpowiedzUsuń-Jesteś w Angels?- Spytała z lekkim niedowierzaniem.- Ian jak na agenta niezłe sobie towarzystwo dobiera.- Zaśmiała się.- Ja też, to znaczy mój ojciec, ale nie da się ukryć, że też się w to wkręcam.- Przyznała się. Czuła, że może mu to powiedzieć.- Ian...- uśmiechnęła się pod nosem.- Zawsze raczej odbierałam go jak starszego brata, dobrego przyjaciela. Zresztą nigdy nie dawał mi do zrozumienia, że może być coś więcej i ja zresztą też.- Dodała nieco zamyślona.
Skomentowała to tylko krótkim uśmiechem.
OdpowiedzUsuń-O mnie dowiedział się dzisiaj i widzisz jak skończył. Mój ojciec jest nadopiekuńczy względem mnie i samego siebie.- Uniosła brwi, gdy opisał jej ojca.- Tak to on.- Przytaknęła. Widać jest bardzo rozpoznawalny. Odstawiła kubek po herbacie.- Pójdę do niego.- Powiedział i podniosła się z fotela. Rzuciła ostatnie spojrzenie Rickowi i przeszła do sali na której leżał Ian. Usiadła na krześle obok łóżka. Chwyciła jego rękę w swoja dłoń.
-Właśnie się dowiedziałam, że twój kumpel sporo o mnie wie.- Uśmiechnęła się lekko.- Papla z ciebie.- Zaśmiała się i oparła policzek na jego dłoni.- Jesteś najlepszą osobą jaką kiedykolwiek spotkałam. Pomocny, żartobliwy, uroczy... A teraz przeze mnie wpakowali ci kilka kulek. Narobiłeś mi strachu.- Pogłaskała go po policzku ogarniając mu z czoła kosmyk włosów.
-Rick powiedział, że masz co najmniej miesiąc urlopu.- Oznajmiła.- Cieszę się, że nic poważniejszego ci nie jest.- Dodała spoglądając na niego z ulgą. Przygryzła nieco wargę. Wiedziała,że powinna trzymać się teraz od niego z daleka i w sumie ma taki zamiar, ale to od jutra. Teraz chciała jeszcze z nim trochę posiedzieć.
OdpowiedzUsuńPodniosła się na nogi i spojrzała na aparaturę. Zaklęła cicho pod nosem.
OdpowiedzUsuń-Rick!- Krzyknęła spoglądając w stronę drzwi do sali, a Ianowi z powrotem założyła maskę z tlenem. Ciśnienie zaczęło szaleć, tętno też było nie równe. Mógł dostać kolejnego krwotoku, albo nie zauważyli innego uszkodzenia w jego ciele. Na nowo zaczynała się martwić.
Wpatrywała się uparcie w aparaturę póki się wszystko nie wyrównało. Odetchnęła z ulgą i odsunęła się kawałek od łóżka.
OdpowiedzUsuń-Powinnam trzymać się od niego z daleka. Tak byłoby lepiej.- Powiedziała pewna swych słów. Schowała na chwilę twarz w dłoniach i westchnęła ze zrezygnowaniem. Spojrzała na znów śpiącego spokojnie Iana. Przybliżyła się i ten jeden jedyny raz pozwoliła sobie go pocałować.
-Jesteś najlepszy i zasługujesz na kogoś równie dobrego.- Szepnęła. Odwróciła się i skierowała się do wyjścia.
Nie, to sie na pewno nie powtórzy. Wróci do domu i wszystko będzie po staremu. Ojciec odpuści, musi... A zresztą problem był w tym, że ona sama nie wiedziała czy go kocha, czy może to tylko fascynacja, a może nadal ta sama przyjaźń. Westchnęła i pokręciła głową. Tak czy inaczej musiała przecież wrócić kiedyś do domu. Lepiej teraz niż później. Rzuciła jeszcze jedno, ostatnie spojrzenie Ianowi i opuściła klinikę Ricka. Przygryzła drżącą wargę. Na pewno nie będzie ryczeć. Pozwoliłaby sobie na wszystko tylko nie na to. Nie jest słabą dziewczynką, która płacze bo coś tam i jest na tyle silna by coś za soba zostawić. Tak po prostu będzie lepiej.
OdpowiedzUsuńKate siedziała w domu. Pilnowali jej, ale dało się przeżyć. Obiecała ojcu, że więcej nie narazi jego sprawy. Siedziała w swoim pokoju i obracała w dłoniach telefon. Biła się z własnymi myślami. Chciała się z nim spotkać, ale wiedziała, że bedzie miała ogon. Napisała do znajomej, że muszą się spotkać. Przebrała się z dresu w jeansy i zwykłą koszulkę po czym wyszła z pokoju. Powiedziała, że jedzie się spotkać z koleżanką i ogólnie zdała cały raport. Wsiadła do swojego samochodu i odjechała. Po kilku minutach w lusterku zobaczyła ciemny samochód.
OdpowiedzUsuń-W ogóle was nie widać.- Mruknęła. Podjechała pod dom Camill. Wysiadła i poszła do niej na jakąś godzinę. Trzeba zachować pozory. po tym Kate oddała jej kluczyki i wysłała znajomą gdzieś... gdziekolwiek. Zmyliła tym ludzi ojca, a sama w spokoju poszła do Iana. Wieczorem stanęła przed jego drzwiami i zapukała.
Pokiwała głową i nieznacznie się uśmiechnęła.
OdpowiedzUsuń-Nie było to takie proste, ale udało się.- Powiedziała przyglądając się swoim dłoniom jakby to był iście ciekawy widok. Czuła się jakoś tak... dziwnie, a bynajmniej inaczej niż jak zawsze tutaj przychodziła.- Jak się czujesz?- Spytała zawieszając na nim tylko na chwilę swoje spojrzenie. W sumie zbędne pytanie bo było po nim widać, że jeszcze nie doszedł do siebie, choć i tak cieszyła się widząc go w jednym kawałku.
Usiadła obok niego i wzruszyła ramionami.
OdpowiedzUsuń-Był wściekły przede wszystkim na mnie, ale powoli mu przechodzi. Bynajmniej tak mi się wydaje, ale odsunął mnie od wszystkiego w czym pozwalał brać mi udział. Chyba mi już nie ufa.- Westchnęła i w końcu odwzajemniła jego spojrzenie.- Rick powiedział mi... wiele rzeczy...- urwała na chwilę.- Ian to... to się po prostu nie uda.- Powiedziała z rezygnacją w głosie. Zaczesała włosy za ucho. Chyba po raz pierwszy w życiu tak bardzo nie wiedziała co zrobić, co powiedzieć.
Westchnęła i odprowadziła go spojrzeniem. Czekała cierpliwie, aż skończy co chwila czując potrzebę ucieczki stąd. Czuła się przytłoczona, nigdy nie musiała podejmować takich decyzji. Chciała by to wszystko było prostrze by po prostu mogła powiedzieć mu co czuje, ale nie rzeczywistość musi być skomplikowana...
OdpowiedzUsuńPrzeszła do kuchni. Spróbowała sama najpierw po prostu zdjąć opatrunek, ale faktycznie nie chciał odejść. Znalazła pęsetę. Odgięła delikatnie opatrunek. Pęsetą przytrzymała sprawnie skórę tuż obok szwów i odkleiła cały opatrunek nie podrażniając rany. Odłożyła wszystko na bok po czym przemyła ją i opatrzyła na nowo. Wyrzuciła starą gazę z bandażem.
OdpowiedzUsuń-Proszę.- Powiedziała obrzucając go spojrzeniem.
Spojrzała na niego ze ściągniętymi brwiami. Jakoś jej się to nie podobało.
OdpowiedzUsuń-Coś się stało?- Spytała odruchowo kładąc dłoń na jego ramieniu.- Chyba, że nie możesz powiedzieć.- Dodała. W sumie ma swoje służbowe sprawy, o których z nikim z zewnątrz nie może rozmawiać.
Ściągnęła dłoń z jego ramienia.
OdpowiedzUsuń-Przykro mi.- Powiedziała podnosząc się znów z kanapy. Poszła do kuchni po wodę utlenioną, wzięła tez ścierkę by przetrzeć ranę. Usiadła obok niego i wyjęła z jego dłoni stłuczoną szklankę. Obmyła skaleczenie i wytarła je, na szczęście nie była to głebsza rana.-Dlatego też nie rozumiem dlaczego bez żadnego wahania nas kryjesz. Mnie, Ricka...- Przyznała przyglądajac mu się.
Kiedy była w domu spakowała parę rzeczy. Ubrania, wzięła nawet dwie suknie wieczorowe. Mała walizka i torba podróżna, więcej nie potrzebowała. Potrzebne papiery miała w teczce, teraz tylko czekała ją ciężka podróż z Ianem. Przynajmniej nie musieli wydawać pieniędzy na bilety lotnicze, już o tym pomyśleli. Skubańcy. Po godzinie znalazła się pod biurem i czekała na niego pod budynkiem, dając mu sygnał, by się pośpieszył.
OdpowiedzUsuń-Pójść z tobą?- Spytała tylko trochę niepewnie, choć tego nie chciała. W końcu ktoś mógł ją rozpoznać czy coś i tak dalej, ale była w stanie zaryzykować i tak nikt nic na nią nie ma. Chyba. Uśmiechnęła się do niego ciepło. Chciała by wiedział, iż nadal ma w niej wsparcie i może na nią liczyć.
OdpowiedzUsuń-Okej.- Nie nalegała. Wiedziała, że ma rację.- Idź się połóż, ja też w sumie powinnam się już zbierać.- Dodała podnosząc się z miejsca. Nie chciała wykorzystywać za bardzo przyjaciółki, poza tym wolała by nikt niczego się nie domyślił. Znalazła sposób i niech on pozostanie dla niej.
OdpowiedzUsuńGdy jej otworzył drzwi, ta tylko grzecznie podziękowała i wsiadła, po czym następnie on zrobił to samo. Pokazał jej członka Angeles krótko wszystko streszczając. Kiedy ten rozmawiał przez telefon, ta się na chwilę zastanowiła. Przegryzła przy tym swoją dolną wargę intensywnie, jakby chciała kogoś poderwać. Cóź, po prostu ona to często robiła. Kiedy się rozłączył, westchnęła.
OdpowiedzUsuń- Mieszkałam przez jakiś czas w Barcelonie - powiedziała poważnym tonem, niezbyt ciesząc się z tych wspomnień - znam paru ludzi, mogą być pomocni - zarzuciła, spoglądając mu w oczy, marszcząc przy tym swoje czoło.
Jakiś czas spoglądała jeszcze na budynek po czym z dłońmi wciśniętymi w kieszenie spodni ruszyła w umówione miejsce. Odebrała samochód i pojechała do domu. Bez słowa przeszła przez cały dom i zamknęła się w swojej sypialni. Rzuciła się na łóżku i wyciągnę komórkę. Wpatrywała się w ekran i w kółko odblokowywała, gdy się wyłączał. Sama nie wiedziała po co to robi i na co liczy. Ian solidnie namieszał jej w głowie i zaczynała zdawać sobie sprawę, że nie jest jej obojetny.
OdpowiedzUsuńSpojrzała na niego z uniesioną brwią.
OdpowiedzUsuń- A czego spodziewałeś się po osobie, która tam sprawuję kontrolę? Że nikt go nie będzie lubił? - spytała z sarkazmem, przewracając przy tym oczami. Westchnęła i zamknęła mu laptopa pod nosem.
- Przestań na nim grzebać. Więcej i tak z niego nie wyciągniesz, oni też mają dobrych hakerów - zauważyła, posyłając mu uroczy uśmiech i następnie odwracając wzrok, opierając jednocześnie głowę o szybę samochodu.
Mimo, iż zabronił jej tam pójść zdecydowała, że wybierze się na ten pogrzeb. Sprawdziła nekrologi po czym przebrała się w czarną sukienkę. Narzuciła na siebie jeszcze czarny płaszcz i wyszła po cichu z domu. Wsiadła do samochodu i pojechała na cmentarz.
OdpowiedzUsuńW sporym tłumie ludzi ubranych w czerń odnalazła Iana. Stal nieco z tyłu, więc spokojnie do niego podeszła i splotła ich dłonie. Zerknęła na niego i posłała mu nieznaczny usmiech. Nie chciała by był teraz sam, szczególnie że zauważyła, iż partnerka musiała być dla niego bliska.
Minął miesiąc. Spokojny, gdzie nic wyjątkowego i nadzwyczajnego się nie działo. Ojciec odpuścił jej dozór, więc z łatwoscią wszędzie wychodziła i zrezygnowała w końcu z unikania na siłę Iana. Może nie spotykali się jak rasowa para, ale ona chyba nie była jeszcze na to gotowa, a poza tym i tak nadal uważała, że to nie wypali...
OdpowiedzUsuńKolejnego dnia umówiła się u niego. Ubrała nawet wyjątkowo sukienkę, zrobiła lekki make-up, wyprostowała włosy i opuściła dom. Z uśmiechem na twarzy pojechała do Everetta.
Uśmiechnęła się widząc go na ganku. Ściągnęła z nosa okulary i rzuciła ja na siedzenie obok. Wysiadła z samochodu i podeszła do niego. Cmoknęła go w policzek na przywitanie.
OdpowiedzUsuń-Jak ci minął dzień?- Spytała przekraczając próg jego domu. Zdjęła płaszczyk, który on odwiesił.
Usiadła obok niego upijając sok.
OdpowiedzUsuń-Jesteś jak magnes na problemy.- Pokręciła głową widząc siniaka. Westchnęła i oparła się wygodniej zakładając nogę na nogę.- No nie wiem czy powinna ci mówić, ale chyba ten raz mogę nagiąć "tajemnicę służbową". Pomagałam ojcu odebrać towar, a później składałam jednego takiego do kupy. No wiesz, dzień jak co dzień, ale na szczęście mnie kule omijają.- Odpowiedziała przyglądając mu się.
-Eva handluje czym się da, ale prędzej da się zastrzelić niż zakuć w kajdanki.- Odparła jak gdyby nigdy nic. Nigdy jej nie lubiła, zawsze były przez nią problemy, więc...- Widzę, że oboje mieliśmy ciężki dzień...- Spojrzała na szklankę trzymaną w dłoni.- Masz coś mocniejszego?- Spytała unosząc brew i przyglądając mu się z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. W końcu i tak każdemu należy się chwila relaksu.
OdpowiedzUsuń-Zneutralizowanie... Jak to ładnie brzmi.- Zaśmiała się i upiła łyk dość mocnego alkoholu.- A co tam u twojej siostry? Długo się nie pokazuje.- Spytała z ciekawością, choć tak na prawdę miała ochotę na parę innych rzeczy znacznie mniej kulturalnych niż rozmowa, choć akurat rozmowy z nim bardzo lubi, ale musi być cierpliwa.
OdpowiedzUsuń-Ale jakby mi ktoś powiedział, że przyszedł mnie zneutralizować to bym go chyba wyśmiała, a "kulę w łeb" można ewentualnie wziąć sobie do serca.- Zachichotała i wypiła resztę bimbru z literatki. - Wiem jak to jest, my wcale nie utrzymujemy kontaktu z resztą rodziny.- Westchnęła. W sumie to lepiej dla tej całej reszty, choć w sumie Kate nie wiedziała ile z jej bliskich żyje, ile jest zamieszanych w Angels, acz wątpiła by tylko jej ojciec nie należał do świętych.
OdpowiedzUsuńNie spodziewała się tego dlatego też w pierwszej chwili zamarła w bezruchu. Trwało to może dwie sekundy nim odwzajemniła pocałunek. Odstawiła na oślep literatkę na stolik po czym wplotła palce w jego krucze włosy i przyciągnęła jeszcze bliżej siebie. Czuła jak przyjemne dreszcze przebiegają po jej ciele wraz z falą gorąca, którą tak nagle poczuła, gdy zetknęły się ich usta. Musiała przyznać, że chciała tego już nie raz.
OdpowiedzUsuńZ uśmiechem na twarzy oddawała się jego pieszczotom. Sprawiało jej to cholernie dużo przyjemności. Po chwili przekręciła się tak by być nad nim. Ściągnęła z niego koszulkę ukazując jego wyrzeźbione ciało. Przejechała dłońmi po jego torsie po czym pochyliła się i wpierw ucałowała go w usta po czym zaczęła zjeżdżać coraz niżej, aż do linii spodni, gdzie palcami bez większego problemu odpięła jego pasek po czym wróciła z powrotem do jego ust. Niemal czuła, że w jej oczach pojawiły się roznamiętnione iskierki.
OdpowiedzUsuńZamruczała z zadowolenia i zacisnęła lekko palce na jego ramionach. Nie rozumiała dlaczego tak łatwo mu się oddała, i dlaczego w ogóle to zrobiła, ale nie miała zamiaru się teraz zatrzymywać. Musiałą przyznać przed samą sobą, że czuje się wspaniale w jego ramionach. Pozwoliła mu znów zawisnąć nad sobą. Zadrżała lekko, gdy zjechał z pocałunkami jeszcze niżej. Chciała go więcej i jeszcze bliżej siebie...
OdpowiedzUsuńPrzewróciła oczami i się uśmiechnęła krzywo. Widok wypadku był niezbyt przyjemny i równo z swoim towarzyszem wysiedli z samochodu. Kiwnęła mu głową na znak, że się zgadza i pierwsze co zrobiła, to natychmiast zadzwoniła po pomoc medyczną. Następnie podbiegła do pierwszego samochodu i ujrzała kobietę, której krew leciała czoła, najwyraźniej uderzyła w kierownice.
OdpowiedzUsuń- Moja córeczka, moja córeczka... - mruczała pod nosem cała zapłakana i ledwo trzymała się na nogach. Ian właśnie ją reanimował, cholera.
- Spokojnie, mój partner zajmuję się dziewczynką, proszę pozwolić sobie pomóc - powiedziała stanowczo, ale też ciepło. Wyciągnęła ją z samochodu i położyła na podłodze, by pójść do następnego pojazdu i uratować starszego mężczyznę, od którego cuchnęła alkoholem. Sprawdziła jego tętno, już nie żył. Niektórzy byli przytomni, inni nie. Grace osobiście zajmowała się starszą kobietą, która cała drżała i nie czuła swoich nóg. Związała wcześniej swoje włosy w niedbałego koka, a następnie poszukała wzrokiem Iana.
- Co z nią? - krzyknęła, obserwując całe te zdarzenie lekko zdenerwowana.
Jęknęła przez jego poczynania. Przejechała paznokciami po jego plechach nawet nie dbając czy zostawia na nich ślady, czy też nie. Zjechała dłońmi do jego podbrzusza, które chwilę drażniła lekkim dotykiem, następnie dalej, aż odnalazła jego członka, ktory stał sie jej kolejnym celem. Stymulowała go pogłębiając jeszcze bardziej pocałunek. Uśmiechnęła się nie odrywając od niego.
OdpowiedzUsuńKiedy umarła, ta wstrzymała powietrze i przez chwilę wpatrywała się w złego ojca, który zaczął wylewać swoje smutki w stronę Iana. Spojrzała następnie na matkę, która na ziemi płakała jak głupia i mówiła, że to ona powinna zginąć. Że chce do niej dołączyć, oh matulu. Po chwili słyszała dźwięk syreny, a jej oczom ukazały się karetki. Wstała i podeszła do ratownika, ukazując swoją odznakę. Zaczęła następnie szukać Iana. Kiedy się znalazł, zgłupiała.
OdpowiedzUsuń- Właśnie przyjechała pomoc - powiedziała, przegryzając w zdenerwowaniu dolną wargę. Ta cała krew, która wszędzie była i ludzie którzy cierpieli lub nie żyli... coś strasznego. Zastanawiała się, jak do tego wszystkiego w ogóle doszło - pomóc ci w czymś? - spytała, a kątem oka zobaczyła, jak ratownik wywozi ciało dziecka, okryte czarną folią. Nawet nie wie, kiedy po jej policzku spłynęła łza. Takie młode...
Zadrżała i zabrała dłoń z jego członka, która ułozyła na jego plecach. Wygięła się pod nim w lekki łuk unosząc ku niemu swoje biodra. Chciała więcej, teraz, zaraz, już. Zjechała ustami na szyję i obojczyk Iana.
OdpowiedzUsuń-Nie drocz się ze mną.- Wymruczała na jego ucho muskając je swoich ciepłym oddechem.
Nie hamowała jęków rozkoszy, które co ruszy wyrywały sie z jej gardła, nie powstrzymywała swojego głosu, gdy na usta cisnęło jej się ciągle jego imię. Było jej niesamowicie dobrze i nie miała zamiaru tego ukrywać. Przylgnęła do niego i oplotła nogami przyciągając jeszcze bliżej. Złożyła kilka drobnych pocałunków na jego szyi.
OdpowiedzUsuń-Ian...- zawahała się chwilę.- Kocham cię.- Dodała szeptem po czym wpiła się w jego usta, a palce wlątała w jego włosy.
Z uśmiechem i iskierkami w oczach oddawała każdy pocałunek i każdą pieszczotę, a z każdym jego kolejnym ruchem i dotykiem była coraz bliżej spełnienia. Znów się przekręciła by móc przez chwilę nad nim górować. Przylgnęła do jego piersi, a biodrami zaczęła zataczać wolno kółka i opadała to się nieco podnosiła na nim. Lekko przygryzała jego skórę, ale zaraz w tych miejscach składała pocałunek.
OdpowiedzUsuńPobiegła natychmiast po pomoc, ale Ian sobie dał radę i ją wyciągnął. Cholera, umierała. Dwóch mężczyzn patrzyło na niego i nie wiedziało co robić. Wkurzyła się, w końcu to oni powinni ratować jej życie.
OdpowiedzUsuń- Do jasnej cholery, czujecie się jak w teatrze?! - krzyknęła na nich, obdarowując ich złowrogim spojrzeniem. Szeptali już, że jest za późno. Jednak on dalej ją reanimował. Podeszła do niego i położyła mu swoją dłoń na ramieniu.
- Pozwól im ją zabrać do szpitala, zwykła reanimacja teraz nie pomoże - powiedziała spokojnym tonem, by go nie rozwścieczyć lub nie załamać - oni mogą ją uratować - dodała, a dwaj mężczyźni podeszli i ukucnęli nad kobietą.
- Proszę pozwolić nam się tym zająć - rzekł oficjalnym tonem, natychmiast robiąc to, czego go nauczono i szybko biorąc ją da karetki, by następnie mogli zniknąć wśród sygnałów syreny.
Patrzyła na całe zamieszanie zmęczona. Mieli jechać na lotnisko. Spojrzała na zegarek i stwierdziła, że spóźnili się na lot. Trudno. Szła powoli do każdego, pytając się czy wszystko gra. Była przy tym taka spokojna, taka delikatna i przyjazna. Jej twarz wyrażała troskę i z serdecznym głosem, rozmawiała z tymi, którzy na pomoc musieli jeszcze trochę poczekać. Dodawała im otuchy, posyłała każdemu uśmiech. Kompletnie różniła się od tamtej Grace, którą była na co dzień. Nikt by nie pomyślał, że jest wredna, oschła, zamknięta w sobie i nieufna. Jej postawa w tym momencie kompletnie temu wszystkiemu przeczyła. Słyszała jak Ian 'delikatnie' rozmawiał z ratownikami. Na ich miejscu kazałaby mu iść w cholerę, mówiąc że by przeszkadzał. Cóż, a potem zaczęliby się kłócić. Na tą myśl uśmiechnęła się pod nosem i poczuła jak ktoś chwyta ją za nogę. O mały włos nie krzyknęła, a widok chłopca ją zasmucił. Kucnęła przy nim i chwyciła go za rękę.
OdpowiedzUsuń- Gdzie są twoi rodzice? - spytała.
- Nie wiem - odpowiedział. Ona przegryzła dolną wargę i wstała, chwytając go za drobną rączkę.
- Chodź, poszukamy ich - zaproponowała, na co on się zgodził. Już po paru minutach się odnaleźli i z wielką ulgą go do siebie przytulili, dziękując agentce za pomoc. Z radością, ale też dziwnym żalem patrzyła się na tą scenę. Tak bardzo brakowało jej rodziców... Wtedy zobaczyła Iana, który szedł w jej stronę cały zagotowany. Po jego słowach rozszerzyła oczy i zacisnęła usta.
- Ja też cię przepraszam - rzuciła, patrząc mu w oczy - wiem, że ta cała sprawa jest dla ciebie równie ważna jak dla mnie, a ja ci tego wszystkiego nie ułatwiam - uśmiechnęła się krzywo i wsadziła swoje dłonie do kieszeni. Rozumiała co czuł, sama straciła rodziców, a ten cały wypadek był straszny. W końcu dodatkowo była tu jego przyjaciółka no i to dziecko... to biedne dziecko. Nie rozumiała, czemu tak po prostu go atakowała.
Odpowiedziała mu (o dziwo) uroczym uśmiechem, który na jej twarzy rzadko występował. Kiedy chciała coś powiedzieć, zadzwonił telefon, a on go szybko odebrał. Wyraz jego miny się zmienił, coś było nie tak. Jego kolejne słowa tylko to potwierdzały. Wsiedli wspólnie do samochodu i ich kierowca znowu zaczął jechać, a Grace kątem oka patrzyła na ten cały wypadek.
OdpowiedzUsuń- Ian, wiesz że uciekł na samolot, prawda? - spytała spokojnie, uważnie mu się przyglądając. Nie wiedziała też, co powiedzieć i jak zacząć. Westchnęła w ciszy się poprawiła na tylnym siedzeniu, by skierować się bardziej ku niemu.
- Co się stało? - spytała po chwili, badając każdą najmniejszą zmianę w wyrazie jego twarzy.
Rozszerzyła ze zdziwienia swoje wielkie, piwne oczy i na chwilę wstrzymała oddech. Co się w takich sytuacjach powinno powiedzieć? Nie miała pojęcia. Pamiętała tylko kondolencje w jej stronę podczas pogrzebu, ale nic więcej. Niezbyt wiedziała, jak w takiej sytuacji powinna się zachować. Przegryzła w zdenerwowaniu swoją dolną wargę, oh to było straszne. Położyła swoją dłoń na jego dłoni i cicho westchnęła.
OdpowiedzUsuń- Tak mi przykro, Ian - rzekła, wysyłając mu delikatny uśmiech, jakby chciała dodać mu otuchy. Ona siebie normalnie nie poznawała.
Wtuliła się w niego. Głaskała lekko jego pierś i z uśmiechem na niego spoglądała.
OdpowiedzUsuń-Możemy już tak zostać i się nigdy nigdzie nie ruszać?- Spytała z nutą rozmarzenia jak mała dziewczynka. W końcu było jej dobrze i w tej chwili na pewno nie liczyło się dla niej zdanie innych.
[to ja troche przeskocze by wkrecic to co mamy wkrecic xD ]
OdpowiedzUsuńPrzez nastepne dwa tygodnie chodzila rozradowana. Nie ukrywala, ze byla szczesliwa. Spotykala sie dalej z Ianem, choc nie mowila nikomu z kim. Wolala nie robic kolejnego zamieszania. Jednak jej dobre dni przerwalo zle samopoczucie. Czula sie... Dziwnie. Bylo jej niedobrze, wymiotowala nawet dwa razy dlatego tez nie wytykala nosa spoza domu, a nawet pokoju. Bolala ja glowa, wiec calymi dniami lezala w lozku. Martwila sie i nie bardzo wiedziala co sie dzieje, ale juz za duzo bylo gdy spoznial jej sie okres. Tak na prawde sie przerazila i jak oparzona poleciala do apteki po test. Zrobila go, a wynik wcale jej nie uszczesliwil. Stala w lazience i wgapiala sie w kreseczki. Z szoku wyrwal ja dzwiek telefonu, zerknela na wyswietlacz. Ian. Odrzucila i usiadla po sciana.
-To sie nie dzieje na prawde.- rzucila drzacym glosem. Rece jej sie trzesly. Telefon znow zadzwonil, a ona az sie wzdrygnela, znow odrzucila. Nie miala sily by z nim teraz gadac a tym bardziej podzielic sie tym odkryciem.
Nerwowo krazyla po pokoju nue wiedzac co zrobic. Nie wyobrazala siebie w ciazy, siebie jako matki. Zreszta jak miala to przekazac ojcu? Byla cala roztrzesiona, choc gdzies gleboko chyba sie cieszyla. W koncu zebrala sie w sobie by pojechac do Iana. W koncu musi mu powiedziec. Jadac samochodem przez te dluzace sie dwadziescia minut lzy same pociekly po jej policzkach. Czesciowo ze strachi czesciowo z radosci.
OdpowiedzUsuńWysiadla z samochodu i stanela przed drzwiami. Zapukala i szybko wytarla twarz z lez.
[Byłabym zainteresowana to siostrą/kuzynką! Prosiłabym o info na maila : crymeariverdude@gmail.com ]
OdpowiedzUsuńSpojrzała w jego oczy. Uśmiechnęła sie lekko po czym z jej oczu znów pociekły łzy. Oparła głowę na jego ramieniu i pociągnęła nosem.
OdpowiedzUsuń-Jestem w ciąży.- Szepnęła ledwo słyszalnym głosem. Bała się jak zareaguje. Czy będzie chciał tego dziecka, czy będzie chciał teraz ją... Odsunęła się i znów spojrzała w jego błękitne tęczówki. Przygryzła nerwowo drżącą wargę.- Mogę przysiąc na wszystko, że to twoje dziecko.- Może i nie jest święta i robiła różne głupstwa, ale co do tego jest pewna.
Patrzyła się na niego jak na idiotę, który chce jej coś przekazać w nieznanym jej języku. Odtrąciła jego rękę i ściągnęła brwi. Poderwała się na nogi.
OdpowiedzUsuń-Jesteś największym kretynem na świecie i do tego nieodpowiedzialnym. Pewnie jedź sobie na misję, ratuj kurwa te miliony, a ja sobie dam ze wszystkim radę SAMA. Pewnie po co mi do cholery jakiś facet, a dziecko przynajmniej nie będzie miało takich idiotycznych wzorców.- Zaśmiała się nerwowo.- Czy ty wiesz co ty do mnie mówisz?! Ja nie mogę zostać z tym sama. Nie chcę samochodu, nie chce domu, potrzebuję ciebie.- Usiadła z powrotem na kanapę obok niego. Jej spojrzenie złagodniało.- Obiecaj, że wrócić, że nie będziesz się wyrywał i narażał. Obiecaj!- Spojrzała w jego oczy błagalnie. W tej chwili była w stanie go błagac bo nie chodzi już tylko o nią.
-Ja ciebie też.- Rzuciła za nim i zacisnęła palce na kluczach. Wyszła za nim na ganek. Ostatni raz zatrzymała go i pocałowała po czym patrzyła puki samochód nie zniknął z pola jej widzenia. Cholernie się bała i teraz nie miała żadnej pewności jaki czeka ją los i ich dziecka. Wróciła do środka i usiadła na kanapie. Obracała w palcach klucze przygladając się im z niewyraźnym uśmiechem. Podniosła się z miejsca i poszła do sypialni. Wyciągnęła z szafy jego bluzę, którą załozyła na siebie i rozkoszowała się jego zapachem. Musiał wrócić.
OdpowiedzUsuńStała na płycie lotniska i jak inni wypatrywała swoich bliskich. Dłonie miała ułożone na już odznaczającym się brzuchu. Czasem ja ten fakt trochę drażnił, ale w sumie przywykła do faktu, że jej ciało się zmieniło. Wysunęła się przed szereg czekających. Uśmiechnęła sie szeroko, a gdy był już tuż przed nią wtuliła się w niego. Odsunęła się kawałeczek i pogłaskała go po policzku. Złożyla stęskniony pocałunek na jego ustach. Sześć miesięcy to wieczność.
OdpowiedzUsuń-Tęskniłam i to tak bardzo.- Zaczęła.- Nigdy, przenigdy więcej nigdzie nie wyjedziesz... Nie mogę bez ciebie żyć Ian.- Powiedziała na jednym wdechu.- Kocham cię.- Dodała jeszcze raz go całując.
Polozyla dlon na jego dloni.
OdpowiedzUsuń-Wolalbys chlopca czy dziewczynke?- spytala z usmiechem. On juz wiedziala i zawsze mogla sie z nim nieco podroczyc, choc na kolejne badania miala zamiar go wyciagnac.
-To będzie dziewczynka.- Powiedziała mu i tak. Sama była tego cholernie ciekawa i mimo, iż planowała niespodziankę musiała się tego dowiedzieć.
OdpowiedzUsuń-Bankiet?- powtórzyła zerkając na niego.- A ciekawe w co się ubiorę, bo chciałam zauważyć, że w trzydzieści osiem to już się nie mieszczę.- Rzuciła z żalem.- Poszłabym z tobą, ale nie mam w co się ubrać.- Mruknęła wcale z tego nie zadowolona. Już dawno nigdzie tak nie wychodziła. Nie licząc spacerów. Tylko do niej parę osób wpadała. Ojciec był wkurzony i na razie w ogóle się nie odzywa.
[ja bede pisac z tel bo na kompa nie moge wejsc ]
OdpowiedzUsuń-Chce isc, tylko...- wskazala brzuszek i cicho westchnela. Zaczyna wierzyc ze kobiety w ciazy sa marudne. Juz nie wspominajac o tym co zaczelo jej smakowac.- Kiedy masz ten bankiet?- spytala spogladajac na niego.
-To nie jest smieszne.- Mruknela.- Ale dzieki jest piekna.- Cmoknela go w usta.- Dobrze ze nic ci sie nie stalo.- powiedziala i zsunela sie z jego kolan.- Do dwudziestej nie ma duzo czasu. Musze isc sie szykowac.- w koncu jakos musi odwracac uwage od brzuszka, ale i tak czuje ze to nienarodzona corka bedzie w centrum uwagi tych ktorzy z nimi beda rozmawiac. Poza tym troche zaczynala denerwowac sie tym, ze idzie na bankiet pracownikow FBI.
OdpowiedzUsuńUbrala sie w sukienke, ktora lezala idealnie. Wykonala mocniejszy niz zwykle makijaz i upiela wlosy. Przyjzala sie swemu odbiciu z usmiechem. Zeszla na dol i podeszla do Iana.
OdpowiedzUsuń-Do twarzy ci w garniturze.- wymruczala.
Polozyla dlon na jego udzie.
OdpowiedzUsuń-Nie beda mieli nic przeciwko? Od dluzszego czasu nie mam kontaktu z ojcem, ale sam rozumiesz. Nie chce bys mial jakies problemy przeze mnie.- powiedziala przenoszac wzrok z niego za okno.
Wszystko było pięknie przyszykowane, a każdy mężczyzna i każda kobieta prezentowali się pięknie. Wcześniejsze zdenerwowanie Kate wyparowało. Podobało jej się, a tłum nie zwracał na nią większej uwagi co jej wyjątkowo pasowało. Czuła sie może troszeczkę dziwnie, ale to przez to, że nie przywykła do tego typu imprez. No, ale najważniejsze, że ma Iana przy boku, więc wszystko jest jak najlepiej.
OdpowiedzUsuń-Arthur.- Przedstawił się z lekkim uśmiechem. Kate odwzajemniła lekko ten gest. Mężczyzna przeprosił ich i odszedł gdzieś dalej.- Mam nadzieję,że nie masz za dużo kolegów i koleżanek.- zaakcentowała ostatnie słowo.- Trochę ciężko będzie zapamiętać.- Dodała z rozbawieniem i upiła łyk tej oranżady w kieliszku.- Tak grzecznie to się jeszcze nigdy nie bawiłam.- Dodał zerkając na niego z uśmieszkiem. Podeszła do nich szczupła brunetka z szerokim uśmeichem.
OdpowiedzUsuń-No, no... Ian gratuluję pięknej rodzinki.- Jej usmiech poszerzył się jeszcze bardziej i za chwilę poszła gdzieś indziej. Mnóstwo osób przewijało jej się przed oczami i była pewna, że więcej niż połowy nie zapamięta.
Uciekła, a raczej wydostała się na zewnątrz co było połową sukcesu. Wydostała sie także inna para, która dzwoniła po pomoc. Kate nigdy by go nie zostawiła, gdyby nie obecny stan w jakim się znajduje. Była bezużyteczna, więc nie widziała sensu by jeszcze ryzykować. Spoglądała ze strachem na budynek, a później jej wzrok powędrował na dwójkę, która wyciągnęła broń. Ruszyli z powrotem, ale wątpiłą by tej dwójce cokolwiek udało się zdziałać. Sama odeszła spory kawałek i czekała na pomoc i na dalszy rozwój wydarzeń. Nagle, dosłownie znikąd pojawił się przed nią mężczyzna z kominiarką na głowie. Poleśnie chwycił ją za przed ramie i pociagnął w strone budynku.
OdpowiedzUsuń-Lepiej się nie szarp, a może nic ci się nie stanie.- Warknął oschłym głosem. Po chwili znów stała na sali.
-Jedna się wymknęła.- Mruknął na co inni pokiwali głową. Pchnął ją w stronę ściany. Stała w bezruchu posyłając im wszystkim gniewne spojrzenia, tylko na Iana patrzyła z bólem w oczach i za razem troską.
Policzek ja piekl i czula, ze ma rozcieta warge, a na rece na pewno bedzie miala siniaki.
OdpowiedzUsuń-Postaw mnie. Moge isc to ty jestes ranny.- mruknela przykladajac dlon do brzucha. Widziala jak krew przesiaka przez material garnituru.
Chwile tylko stala bezczynnie i sie temu przygladala. Chwycila z ziemi dwa spore kamienie i bez zadnego zwachania uderzyla nimi napastki w skronie. Mezczyzna osunal sie na ziemie, a ona odrzucila kamienie. W tej samej chwili nadjechaly czarne samochody z ktorych wyskoczyli uzbroieni ludzie, za chwile zjawila sie takze policja. W mgnieniu oka podeszli do nich kazac uniesc rece i tak dalej. Swietnie, jeszcze beda musieli sie tlumaczyc. Westchnela cicho i przysunela sie nieco do Iana.
OdpowiedzUsuńDala sie zaprowadzic do samochodu, choc z ociaganiem. Mial sie juz wiecej nie narazac. Wszystkie te nerwy, stres jej na pewno dobrze nie robia. Siedziala w samochodzie jak na szpilkach calyczas zerkajac czy juz nie jest po wszystkim i czy Ian nie idzie. Poszedl tam ranny...Nerwowo zaczela bawic sie palcami. Chciala juz wrocic do domu.
OdpowiedzUsuń-Nawet konska dawka lekow uspokajajacych by mi nie pomogla.- Mruknela nawet nie zerkajac na sanitariusza. Otworzyla drzwi i wysiadla z samochodu. Nagle poczula ostry bol w dole brzucha. Syknela i przytknela do niego dlon. Sanitariusz od razu znalazl sie obok i mimo jej protestow zaprowadzil do karetki. Bolalo jak nigdy, a oni mowili cos, ze dziecko moze byc zagrozone. Polozyli ja i nie zwracajac uwagi na jej protesty ruszyli do szpitala. Nie chciala zostawiac go samego.
OdpowiedzUsuńKate lezala na oddzielnwj sali podlaczona do miliona aparatur, ktore badaly zarowno jej stan kaki stan dziecka. Dostala tez leki uspokajajace, ktore akurat nie byly szkodliwe. Ucieszyla sie widzac Iana.
OdpowiedzUsuń-To nic, po prostu zaduzo stresu i stwierdzili, ze to moze byc grozne, wiec lepiej jak zostane pod obserwacja.- wolala mu nie wspominac co dokladnie powiedzial lekarz o tym ze ciaza moze byc zagrozona.- Ze mna na prawde w porzadku, a teraz prosze idz daj sie opatrzec.- poprosila z troska w oczach.
-Jestem w szpitalu i nawet jakby sie cos dzialo to zaraz mi pomoga, a jal sie wykrwawisz na smierc na moich oczach to na pewno mi nie pomozesz.- powiedziala i skinela na pielegniarke za drzwiami, ktora od razu znalazla sie obok.
OdpowiedzUsuń-Opatrzcie go.- polecila lekko sie usmiechajac. Kobieta stanowczo chwycila go pod ramie i pociagnela w strone wyjscia.
Lezala spokojnie na sali, az przyszedl lekarz.
OdpowiedzUsuń-Wyniki nie sa zachwycajace i faktycznie istnieje pewne ryzyko, ale mysle ze za pare dni bedziemy mogli cie wypuscic pod warunkiem, ze ograniczysz stres.- wyjasnil zapisujac cos w karcie.
-Rozumiem, ale moge wyjsc wczesniej?- nie chciala lezec w szpitalu i martwic Iana.- obiecuje, ze bede na siebie uwazac.- dodala.
-Nie ma podstaw by starac sie na sile cie zatrzymac, wiec zawsze mozesz wyjsc na wlasne zyczenie. Jutro bede mial kolejne wyniki, wiec maks wieczorem lub po jutrze.- odpowiedzial szczerze.
-Dziekuje.- mruknela. Moze to i nie jest najodpowiedzialniejsza decyzja, ale woli lezec w domu.
-W porzadku, jutro albo po jutrze wychodze.- powiedziala opierajac glowe na jego zdrowym ramieniu.- A jak z toba?- spytala zerkajac na niego. Spojrzala po chwili na jego dlon.- jeszcze tylko trzy miesiace. Nie moge sie doczekac.- rzucila radosnie.
OdpowiedzUsuń-Okej.- wtulila sie w niego i zamknela oczy. Chwile tak lezala po czym zasnela. Byla na prawde zmeczona, ale w sumie to byl dzien pelen wrazen, wiec odpoczynek nalezy sie im.
OdpowiedzUsuń[Moze skaczemy do porodu? ;D]
Odstawila kubek z herbata i oddala mu pocalunek. Ulozyla dlonie na jego piersi i w tedy to poczula, az sie zgela w pol. Silny skorcz, a po chwili nastepny.
OdpowiedzUsuń-Ian...- znow skorcz.- chyba... Chyba sie zaczyna.- powiedziala drzacym glosem i zacisnela palce na jego przedeamieniu.
[Suuuper :D]
[Kto wie xd ja na razie koncze bede potem ;) ]
OdpowiedzUsuń-Ian! To nie ja sie spiesze.- rzucila oddychajac glebiej. Skurcze nie przechodzily, a byly regularne. Nie chciala rodzic w samochodzie. Bala sie samego porodu, a co dopiero rodzenia w samochodzie. Nie wyobrazala sobie tego nawet jesli oboje sa lekarzami.
Ściskała jego rękę niemal cały czas. Starała się zachować spokój co jako tako jej wychodziło, chociaż z trudem.
OdpowiedzUsuń-Przysięgam, że nigdy więcej nie będziemy mieć dzieci.- Mruknęła zaciskając palce jednej dłoni na jego ręce, a drugą na krawędziach fotelu. Nie rozumiała za co kobiety muszą przez to przechodzić. Z jej ust wydobył się krótki jęk.- Daleko jeszcze?- Spytała zerkając na niego. A było dać sie położyć na oddziale, ale i tak zaczęło się cztery dni przed terminem.
Spojrzała na niego kątem oka i cicho westchnęła. Niedługo potem zaparkowali pod lotniskiem i wspólnie powędrowali do kasy, by kupić dwa bilety do Barcelony. Następnie czekali w hali odlotów, bo ich lot miał dopiero się zacząć za 50 minut.
OdpowiedzUsuń- Idę po kawę. Chcesz też? - spytała, podnosząc się z miejsca i unosząc pytająco brew do góry.
-Kilka niespodzianek?- Powtórzyła jak echo.- Zabrzmiało groźnie.- Zaśmiała się krótko.- Zdradź chociaż jedną. Łaadnie proszę.- Uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na niego spod rzęs. Uwielbiała niespodzianki, chociaż nienawidziła oczekiwania jeśli ktoś już zaczął, że takowe na nią czekają. Masakra. Teraz zaczęła zżerać ją ciekawość. No i cały czas chciała już znów wziąć małą na ręce i ją do siebie przytulić, nakarmić... Westchnęłą cichutko.
OdpowiedzUsuńPrzejęła od niego śpiącą małą i pogłaskała ją po policzku.
OdpowiedzUsuń-Jest najpiękniejszym dzieckiem na świecie.- Szepnęła podnosząc na niego wzrok. Ściągnęła brwi.- Co ci się stało?- Spytała cicho dotykając kciukiem jego wargi. Miała nadzieje, że to jednak nie jej ojciec. Chciała by żyli ze sobą w zgodzie, by ich córka miała dziadka, by mogła normalnie pokazać się ze swoim chłopakiem. Ale w sumie normalnie nigdy nie będzie, nawet przez wzgląd na jego pracę.
Zamówiła dwie kawy i czekała na nie jakieś pięć minut. Miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje. I to wrażenie, ją denerwowało. Dostawszy do rąk dwa ciepłe napoje wróciła do swego partnera i obdarowała go ciepłym uśmiechem.Dała mu kubek i oparła się na siedzeniu.
OdpowiedzUsuń- Mam nadzieje, że będzie dobra. Nie mam zamiaru iść po nową - powiedziała z rozbawieniem, biorąc łyk napoju, przez który automatycznie poczuła ulgę i się rozluźniła. tak, tego jej trzeba było trzeba - co robimy przez ten czas, by zabić nudę? - spytała, przygryzając dolną wargę, możliwe że nawet odrobinę zalotnie.
Uśmiechnęła się i pokiwała głową.
OdpowiedzUsuń-Jak damy jej na imię?- Spytała przyglądając się córce. Nigdy by nie pomyślała, że trzymanie własnego dziecka to takie... wyjątkowe uczucie. Mimo całego tego zmęczenia i zamieszania była teraz najszczęśliwszą osobą pod Słońcem.
Pokiwała głową.
OdpowiedzUsuń-Jedź... Tylko uważaj na siebie.- Powiedziała przygryzając wargę.- A Sophie brzmi świetnie.- Dodała z uśmiechem, a mała wyciągnęła swoje małe rączki w stronę Iana. Zaśmiała się na ten gest.- Wróć szybko.- Wyciągnęła się i pocałowała go krótko.
-Będzie wyglądał gorzej jak do niego pójdę.- Mruknęła spoglądając na Scotta. Wzięła głębszy oddech i poszła na piętro. Sophie odłożyła do łóżeczka w jej pokoju po czym przeszła do sypialni. Usiadła na brzegu łóżka.- Nie wiem co mam powiedzieć.- Mruknęłą spoglądajac na swoje dłonie.- Odpoczywaj. Pogadamy jak będziesz czuł i wygladał lepiej.- Dodała. Pocałowała go w czoło i podniosła się na nogi. Nie lubiła gdy cierpiał, ale dla niej to też nie było proste.
OdpowiedzUsuń-Z Sophie jest dobrze.- Odpowiedziała odwracając spojrzenie jednak w końcu jej wzrok padł na niego.- Zastanawiam się za którym razem jak wezwie cię szef nie wrócisz i to ja dostanę od niego telefon.- Wyrzuciła choć znacznie więcej cisnęło jej się na usta, ale nie chciała już drążyć i w ogóle. Złapała go za dłoń.- Po prostu się o ciebie martwię.- Dodała cicho. Nagle usłyszała płacz.- Pójdę po nią.- Puściła go i poszła po córkę z którą wróciła do niego.
OdpowiedzUsuńChwile trwalo nim mala do konca sie uspokoila. Kate chodzila z nia po sypialni bojajac na rekach. Na prawde sie martwila ze kiedys zostanie z tym wszystkim sama. Czego bardzo nie chciala. Sophie znow zasnela a ona usiadla na lozku wsluchujac sie w lecaca wode.
OdpowiedzUsuń[Okej ;D]
OdpowiedzUsuńNieco ja zaskoczyl bo calkiem o tym zapomniala. Mimo wszystko z usmiechem do niego dolaczyla.
-Co ty kombinujesz?- spytala spogladajac na niego z ciekawoscia. Juz chciala wszystko wiedziec. Najgorsze jest to czekanie, a jesli chodzi o nieapodzianki Kate potrafila byc niecierpliwa.
Szok. Tylko to malowało sie na jej twarzy przez dobre pięć minut. Później pojawił się szeroki uśmiech. Przeszła z jednego pokoju do drugiego, do salonu i kuchni.
OdpowiedzUsuń-Jest idealny.- Powiedziała w końcu i ucałowała go w usta. Nie miała nic do poprzedniego domu, ale musiała przyznać, że ten jest nieporównywalnie lepszy.- Jeśli coś jeszcze to mów, bo jestem bliska omdlenia.- Zaśmiała się dalej rozglądając. Dom był duży, ale przytulny i przede wszystkim piękny.
Gdy doszła do sypialni stanęła jak wryta nie mogąc wykonać żadnego ruchu. Stała i wpatrywała się jak zahipnotyzowana w małe, czerwone pudełeczko. Dopiero gdy poczuła za sobą czyjąś obecność podeszła do łóżka i wzięła pudełeczko, które otworzyła. Uśmiechnęła się widząc pierścionek. Przejechała po nim palcem.
OdpowiedzUsuń-Tak.- Powiedziała cicho, ale pewnie. Nic więcej nie chciało wydobyć się z jej gardła, a kolana niemal się pod nią uginały. Wyciągnęła pierścionek, odlozyła pudełeczko i obróciła go w palcach.- Piękny.- Dodała radośnie.
Przygryzła wargę słuchając jego słów. Miała ochotę popłakac się ze szczęścia, ale powstrzymywała odruchy.
OdpowiedzUsuń-Tak.- Powiedziała i rzuciła mu się na szyję, aż upadli na podłogę. Zasmiała się.- Tak! Tak! Tak!- Odpowiedziała i wpiła się w jego wargi.- Kocham cię Ian.- Szepnęła, gdy wsunął na jej palec pierścionek. Spojrzała na dłoń z uśmiechem. Żałowała jedynie, że nie może dzielić tego z rodziną...
-I nawet nie wiedziałam, że to wszystko załatwiałeś... Knujesz za moimi plecami!- Zaśmiała się i lekko uderzyła go w ramie.- Dziękuję ci za to wszystko. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że spotka mnie coś takiego.- Znów go pocałowała po czym zeszła z niego i podniosła się na nogi. Miała niewyobrażalne szczęście, inaczej wyobrażała sobie swoją przyszłość, ale musi przyznać, że jest pozytywnie zaskoczona. Ma rodzinę, dom... Wszystko co najważniejsze, choć na tamto życie nie narzekała.
OdpowiedzUsuńNie zdążyła nic powiedzieć o nowym samochodzie, gdy już siedziała w aucie, a on z Sophie był już w domu. Odpaliła silnik. Nowy samochód z Francji? Pogieło go? To znaczy łał i ekstra, ale nie poleciała w końcu na jego pieniądze, nie potrzebowała drogich i ekskluzywnych prezentów. Wystarczy on... Z westchnieniem pojechała do spa, które też zrobiło na niej wrażenie, ale może dlatego, że była pierwszy raz w spa. Niemal od samego progu czuła się zrelaksowana.
OdpowiedzUsuńSkończyła wcześniej niż musiała, ale chciała spotkac się jeszcze z ojcem. Musiała mu to chociaż powiedzieć, w końcu to bylo dla niej wazne, więc i dla niego też powinno. Na miejscu nieco się bała jego rekacji, ale z podniesioną głową weszła do środka.
OdpowiedzUsuń-Kate.- rzucił mężczyzna podchodząc do niej i zagarniajac ją w ramiona. Uśmeichneła się.
-Tęskniłam.- Szepnęła odsuwając się.
-Ja też maleńka.- Odpowiedział.
-Zaręczyłam się.- Powiedziała prosto z mostu.
-Z nim?- Spytał. Pokiwała głową. Westchnął.- Cóż, myślałem, ze ci przejdzie, ale...
-Tylko jego chcę.- Odpowiedziała.
-Gratuluję.- Znów się przytulila do ojca.
-Muszę iść. Kocham cie tato.- Odwróciła sie i po chwili znów siedziała w samochodzie, ale ten nie chciał odpalic. Próbowała parę razy, ale na nic. Nagle ktos zastukał w szybę. Wysiadła.
-Luke... Podrzucisz mnie do domu?- Poprosiła ładnie sie uśmiechając.
-Pewnie.- Wsiadła do samochodu szatyna. Cisza trwała zaledwie chwilę, a później śmiali się w najlepsze. W końcu znają się nie od dziś. Gdy podjechali wysiadała, a on za nią. Rozmawiali jeszcze jakąś chwilę na ganku. Kate nawet nie zauważyła, że była już spóźniona.
-Muszę już iść.- Przerwała w końcu.
-Jasne mała.- Poczochrał ją po włosach. Zaśmiała sie i nachyliła sie by cmoknąć go w policzek.
-Nikt taki.- Mruknęła i przygryzła wargę.- Byłam u ojca... Chyba już się z tym pogodził, że jestem z tobą... Później samochód się zepsuł i Luke mnie podrzucił. To stary znajomy.- Wyjaśniła po chwili. Zresztą nie było co ukrywać.- A jak tam na badaniach?- Spytała zmieniając temat.
OdpowiedzUsuńPoszła za nim do sypialni. Chwilę stałą w progu, ale po chwili usiadła obok niego i objęła go ramieniem. Trochę martwiła się o niego.
OdpowiedzUsuń-I jak?- Spytała głaszcząc go po karku. Drugą dłoń położyła na jego policzku i uniosła jego twarz by na nią spojrzał.
Przejrzała wszystko dokładnie, aż dwa razy. Odłożyła papiery na bok i poszla do niego na balkon. Stanęła przed nim i objęła go w pasie. Oparła się lekko o niego.
OdpowiedzUsuń-Przecież to nie wyrok. Ostatni czas był ciężki dla ciebie, musisz zwolnić na jakiś czas, dać sobie odpocząć i wrócisz do czynnej służby. Nie jesteśmy niezniszczalni.- Powiedziała nieznacznie się uśmiechając. Wyciągnęła się nieco do góry i musnęła jego wargi po czym chciała pogłębić pocałunek. Palcami podwinęła nieco jego koszulkę i musnęła jego ciepłą skórę.
Oh, cały Ian. Nie odpuści pomocy żadnej osobie. Byli do siebie niemal bardzo podobni. Grace wstała i razem z kubkiem kawy, stanęła za przestępcą. Ten na jego widok zrobił krok w tył i wpadł na kobietę. Posłała mu delikatny uśmiech.
OdpowiedzUsuń- Tak, też jestem psem, spokojnie - odezwała się, wyciągając odznakę. Ten nagle przypadkowo ręką pchnął jej kubek, przez co jego zawartość wylała się na jej białą koszulkę. Ta, miss mokrego podkoszulka. Spiorunowała go wzrokiem i czuła, że przez jej delikatny materiał trochę świta.
- Lepiej oddaj portfel, a udam iż nie patrzysz się na mój biust - warknęła wściekle, ledwo powstrzymując się od tego, by go nie zabić.Podał jej portfel i posłał jej zboczony uśmiech.
- Jest na co popatrzeć - skomentował, po czym zwrócił się do Iana - no nie? - uniósł brew jednoznacznie, szukając poparcia swoich słów. Bezczelny gość. Nie dość, że złodziej to jeszcze zboczeniec. Grace się cała gotowała.
Wplotła jedna dłoń w jego włosy i mocno przytuliła do siebie.
OdpowiedzUsuń-Będą ją trzymać tak długo jak będzie trzeba, bo jesteś najlepszy... Obiecuję.- Ostatnie słowo powiedziała tak cichutko, iż wątpiła by to usłyszał. W jej głowie już rodził się pewien pomysł i na pewno miała zamiar go zrealizować.
-I ja ciebie też.- Odsunęła się kawałeczek i załapała jego twarz w dłonie.- Obiecaj, ze się nie załamiesz.- Powiedziała hardo, tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Odprowadzila go spojrzeniem po czym cicho westchnela i odwrocila sie przodem do barierki. Polozyla na niej dlonie i chwile wparrywala sie w granatowe niebo i pojedyncze swiatla budynkow w oddali. Nagle zaczal dzwonic jej telefon, szybko odebrala.
OdpowiedzUsuń-Tak?- spytala nieco zmeczonym glosem.
-Kate moze pojdziesz ze mna i chlopakami na impreze?- spytal Luke ktorego od razu poznala.
-Z checia dalabym ci sie porwac, ale nie dzis.- Odpowiedziala z lekkim usmiechem.
-To moze wpasc do ciebie?- spytal.
-Ale napierw musialbys uspic moja dwojke.- zasmiala sie.- Luke na prawde kiedy indziej.- dodala.
-Jak chcesz mala, trzymaj sie i nie daj sobie wejac na glowe.- rzucil.
-Ty tez.- odparla i rozlaczyla sie po czym przygarbila sie i oparla brode na barierce. Zdecydowanie bedzie musiala ograniczyc zycie towarzyskie.
Gestem dłoni, zawołała ochroniarzy, którymi ten już mu zagroził. Ci podeszli i widząc ich odznaki, wyprostowali się. Ian oczywiście im wszystko wytłumaczył, ta była zbyt zajęta swoją prześwitującą koszulką. Następnie go zabrali, a ta zrobiła krok w jego stronę.
OdpowiedzUsuń- Spójrz jak wyglądam - mruknęła niezadowolona, po czym cicho westchnęła. Ich bagaże zostały schowane, więc musiała szybko ruszyć do jakiegoś sklepu, zostawiając go samego. Na miejscu jakaś starsza kobicina obrzuciła ją ciepłym uśmieszkiem.
- Ah, jaki ten pan przystojny! - skomentowała,na co ta uniosła zdziwiona brew - wiem jaki problem, pewnie chodzi o bluzkę. Nawet mam tu coś, co ci się spodoba! I także twojemu znajomemu - zaśmiała się i chowała w małym pomieszczeniu.
- Co się tu dzieje, do cholery? - spytała cicho samą siebie, a po chwili kobieta zjawiła się z sukienką. Ta rozszerzyła oczy. Była piękna. Miała łososiowy kolor, sięgała pewnie prawie do kolan. Była urocza i kobieca, bardzo kobieca - o nie. Ja i sukienka? Napewno nie - odezwała się, chwytając się za głowę
- Wolisz podróżować w tym czymś? Kawowy nie jest już w modzie - zaśmiała się. Dała jej ubranie do ręki i popchnęła ją do przymierzalni - nawet mam baleriny, które będą pasować! - rzuciła. Grace ubrała sukienkę niechętnie, po czym wyszła i ubrała durne baleriny. Zapłaciła kobiecie i posłała jej krzywy uśmiech.
- Oh, jak ślicznie! Doskonale do pani pasuje, mąż będzie pod wrażeniem.
- To nie mój mąż, tylko wspólnik - wytłumaczyła, po czym wyszła. Patrzyła wszędzie, byle nie na niego. Podeszła i schowała swoją twarz za długimi, brązowymi włosami - wiem, strasznie. Lepiej chodźmy do tego zasranego samolotu - rzekła zawstydzona i zażenowana. Grace Stewart w sukience, a to dopiero!
-Po prostu taka jestem... Lubię ryzyko, ale czy ty tak na prawdę robisz coś innego? Za każdym razem jak wychodzisz z domu to zastanawiam się czy ci się coś nie stanie. Ja robię to co jakiś czas, nie niemal codziennie.- Położył dłoń na jego karku i cicho westchnęła.
OdpowiedzUsuńPodniosła się natychmiast z ławki.
OdpowiedzUsuń-Co ty tutaj robisz?- Spytała przyglądając mu się.
-Mam swoje sposoby by dowiedzieć się paru rzeczy. Widocznie muszę dowiadywać się takich rzeczy od znajomych, a nie od córki.- Mruknął podchodząc do niej, a z auta wysiadło jeszcze dwóch młodych mężczyzn. Zmierzyła ich spojrzeniem.
-To twoja wina.- Odpowiedziała.
-Wracasz do domu. Wpakował cię w kłopoty.- Powiedział ojciec.
-Nie! Po pierwsze to ja się w nie wpakowałam i w nie większe niż normalnie to było, a poza tym nie mam juz pięciu lat, byś mnie zabierał do domu.- Żachnęła się i skrzyżowała ręce na piersi.
-Jeszcze mi kiedyś za to podziękujesz Kate.- Odparł, złapał ją za ramię i pociągnął w stronę samochodu.
Spojrzała z bólem w oczach za odjeżdżającym samochodem. Pokręciła głową i kucnęła przed Ianem. Położyła dłoń na jego policzku.
OdpowiedzUsuń-W porządku?- Spytała przyglądając się czerwonemu nosowi Iana, który lekko napuchł. Nie będzie to ładnie wyglądać.- Przepraszam za niego. Spróbuję jeszcze raz z nim porozmawiać.- Powiedziała niezbyt głośno. Domyślała się, iż Ian nie chce więcej widzieć jej ojca na oczy, ale w końcu to jest najbliższa osoba dla niej po Ianie i Sophie. Jedyna rodzina jaka pozostała. Nie chciała z tego tak łatwo rezygnować.
Przywitała się z jego siostrą, podziękowała za opiekę i podeszła do Iana. Uśmiechneła się ciepło i przejęła Sophie. Przytuliła ją do siebie. Tęskniła za nią tak bardzo. W tej samej chwili poczuła jak dzwoni jej telefon. Oddała z powrotem Ianowi córkę i odebrała.
OdpowiedzUsuń-Tak?- Spytała głaszcząc małą po policzku.
-Witam, musi pani przyjechać do nas na komendę podpisać jeszcze papiery. Lepiej żeby to nie zwlekało.- Odpowiedziała jej kobieta.
-Dobrze. Niedługo przyjadę.- Odpowiedziała i rozłączyła się.- Musze jechać coś jeszcze podpisać.- Ucałowała go krótko.- Niedługo wrócę.- Pomachała małej i ruszyła z powrotem do garażu.
Kate załatwiła wszystko sprawnie, choć wścibskie spojrzenia nie należą do najprzyjemniejszych. Jechała w spokoju do domu, ale tego co zobaczyła się nie spodziewała. Na podjeździe stała karetka i parę policyjnych samochodów. Dostrzegła, że jedna z sanitariuszek trzyma Sophie na rękach. Stanęła z boku i od razu wysiadła z samochodu. Omijając policjantów i agentów FBI odebrała córkę.
OdpowiedzUsuń-Co się stało?- spytała jednego z policjantów.
-Ktoś starał się otruć pani narzeczonego. Karetka właśnie zabiera go do szpitala.- Zerknęła na ambulans, ktory własnie odjeżdżał.- Ale to nie było nic poważnego?- spytała z nadzieją i szklącymi sie od łez powoli oczami.
-Jest w ciężkim stanie.- Odparł funkcjonariusz. Uścisnąl jej ramię i podszedł do innego policjanta. Kate szybko wróciła do samochodu i ruszyła w stronę szpitala. Nie wierzyła w to co się działo i zastanawiała się jednoczesnie kto mógł się do tego posunąć.
Zatrzymała się, gdy dogoniła karetkę. Mała spała więc wysiadła z samochodu. Podeszła do karetki, a jeden z sanitariuszy wyjrzał i szybko w paru słowach wyjasnił co się dzieje. Kate nerwowo krązyła od karetki do samochodu. Bała się, ze go straci, a tego by nie zniosła. Wsiadła do samochodu i czekała. Łzy ściekały po jej policzkach. Nie mogła ich powstrzymać. Dłonie jej drżały, a jedyne przez co jakoś się trzymała była Sophie. Musiała myśleć także o niej, al ez drugiej przez to bała się bardzeij. Ona musi mieć ojca.
OdpowiedzUsuńWytarła wilgotne policzki.
OdpowiedzUsuń-Ktoś go otruł.- Mruknęła cicho nieco drążcym głosem. Poddeszła do szyby gdzie przyglądała się paru lekarzom, którzy krazyli wokół łóżka na którym leżał Ian. Martwiła się jak nigdy. Miała nadzieje, że wyjdzie z tego i nic poważnego to nie bedzie miało w skutkach.
Oddała Sophie siostrze Iana i weszła do niego, ale słowa Lucasa nie uspokoiły jej. Znała się na tym i wiedziała, że trucizna mogła bardzo dyrastycznie wpłynąć na jego organizm. Usiadła na krześle obok łóżka. Chwyciła jego dłoń, którą muskała kciukiem.
OdpowiedzUsuń-Musisz z tego wyjść...- Głos się jej załamał. Przytknęła wargi do jego ręki, a z oczu znów poleciały łzy.- Jak zostawisz mnie samą to...- Urwała. Wyciągnęła dłoń i pogłaskala go po policzku zahaczając także o wargi bruneta.
-Spokojnie, nie denerwuj się.- Musnęła jego wargi i wyszła z sali.
OdpowiedzUsuń-Co ty tutaj robisz?- Spytała krzyżując ręce na piersi. Nie chciała go teraz tutaj widzieć i nei rozumiała po co w ogóle się tutaj zjawił, ale po dłuższej chwili namysłu coś jej zaczynało pasować.- Ty to zrobiłeś?!- Spytała podnosząc wzrok.- Ty go otrułeś?!- Dodała, a ojciec wlepił w nią tylko spojrzenie.- Wynoś się! Nie chcę cię widzieć, ani znać!- Warknęła.
-Kate...- Machnęła ręką.
-Nie... Nie masz już córki. Idź stąd i więcej nie pokazuj mi sie na oczy!- Odparła hardo, a nim łzy stanęły w jej oczach wrociła na salę do Iana.
-Nie masz za co przepraszać... To ja powinnam, za mojego ojca.- Mruknęła odsuwając się, gdy Lucas pojawił się w sali i zaczął wszystko sprawdzać, a pielęgniarka ponownie zaczęła podawać mu lekki.
OdpowiedzUsuń-Wszystko będzie z nim okej?- Spytała znajomego z wyraźną nadzieją w głosie. Ten nieznacznie się skrzywił.
-Nie pogorszyło mu się to już coś, Kate.- Odpowiedział notując coś w karcie.
Szybko zaczęła sprawdzać aparatury. Dostrzegła, że puls Iana gwałtownie spadł. Był blisko by się zatrzymać co dosłownie sekundę później się stało. W tym samym czasie jak Lucas dopadł do jego łóżka Kate sięgnęła z jednej szafki strzykawkę z adrenaliną i mimo sprzeciwów pielęgniarki dopchała się do łóżka narzeczonego i szybko wstrzyknęła ją w żyłę bruneta mimo, iż trzęsły jej się dłonie. Lucas go reanimował... Czekała i nerwowo przygryzała wargę, ale w końcu cienka linia znów podskoczyła. Odetchnęła z ulgą. Chciała podejść do krzesła i na nim usiąć, ale nagle zrobilo jej się ciemno przed oczami i osunęła się na podłogę.
OdpowiedzUsuńUchyliła w końcu powieki i nagle poderwala się do siadu, ale pożałowała tego od razu. Zakreciło jej się w głowie, a przed oczami pojawiły się na chwilę mroczki. Skrzywiła się czując silne pulsowanie w skroniach, do których przytknęła dłonie. Spojrzała na kroplówki.
OdpowiedzUsuń-Co się stało?- Spytała przenosząc wzrok na Lucasa.- Co z Ianem?- Spytała łapiąc za koniec kroplówki, który chciała odłączyć, ale utrudniały jej to drżące dłonie. Chciała być teraz przy ukochanym, potrzebował jej.
Westchnęła i uścisnęła nieco jego rękę po czym tylko trochę podciągnęła się do góry. Ostatnio nawet nie miała kiedy zwrócić uwagę na siebie, a zresztą to nie jest ważne... Przymknęła powieki i schowała twarz w dłoniach. Po jej policzkach popłynęły łzy. Wszystko ostatnio się posypało na jej głowę ostatniego czasu i czasem już nie miała siły tyle się tego nazbierało. Pociągnęła nosem i starła łzy z policzków.
OdpowiedzUsuńPrzytuliła się do niego. Potrzebowała tego, choc bardziej chciała wtulić się w Iana.
OdpowiedzUsuń-To może być ktoś od mojego ojca... Muszę iść... Nikt nie może do niego wejść...- Znów zaczęła majstrować przy kroplówce.- Muszę być przy nim.- Dodała odpinając w końcu kroplówkę. Zsunęła się z łóżka i wsparła szybko się o niego by znów się nie osunąć na podłogę. Miała gdzieś, że była oslabiona i przemęczona.
Zbeształa go swoim wzrokiem, nie mając ochoty nawet tego komentować. Oh, po cholerę musiał się odzywać na ten temat. Przecież wiedział, że normalnie by za takie cos oberwał. Chociaż dziwne, że tym razem nawet nie odpyskowała. Coś jest nie tak.
OdpowiedzUsuńGdy usłyszała informacje od Iana, zmrużyła oczy i cicho westchnęła. Zacisnęła usta. Poważnie? Rozumiała bankiet, rozumiała tropienie, ale po jakie licho musieli udawać parę? Oh, jak spotka swojego szefa, skupie mu tyłek. Pokręciła głową, niby z rozbawienia. Ale tu się bardziej krył strach przed bliższym kontaktem z mężczyzną. Nawet jeśli miało być to tylko udawanie Następnie spojrzała na niego i posłała mu prawie że szczery uśmiech.
- No Ian. Jako mój ukochany, będziesz musiał nosić moje rzeczy i opłacać każdą moją zachciankę - rzekła, by po chwili się roześmiać - będziesz kupować mi kwiatki i czekoladki - dodała z rozbawieniem. Szczerze mówiąc, nie wyobrażała sobie go w takiej roli.
Wzięła wypis i schowała go.
OdpowiedzUsuń-Pewnie, będę go pilnować.- Odpowiedziała na instrukcje Lucasa. Pewnie będzie go ciężko zatrzymać w domu, a co dopiero w łóżku, no ale jakoś spobie poradzi. Lucas odpiła jej kroplówkę, a gdy mogła już swobodnie się poruszać pomogła ze wszystkim Ianowi.
[Okej ;D]
OdpowiedzUsuńWielu rzeczy nie lubila w pracy Iana, ale tych wyjazdow chyba najbardziej, ale nie mogla na to nic poradzic tylko musi cierpliwie czekac, az wroci. Tum razem jego wyjazd strasznie sie jej dluzyl. Stala na lotnisku podekscytowana z lekkim usmiechem i moze odrobina niecierpliwosci. Jednak samolot spoznial.sie z kazda chwila coraz bardziej. Zaczynala sie martwic, a gdy jakis mezczyzna wreczyl jej list, az zabraklo jej tchu.
-Nie, nie, nie...- wylkala, a lzy od razi ciurkiem zaczely splywac po jej twarzy. Zaczela drzec nie mogla sie ruszyc. Mezczyzna zlapal ja pod ramie i wprowadzil do srodka. Ona nadal zgniatala list w dloniach, a gdy soedziala juz w aucie czytala go poraz setny. Nadal placzac ruszyla w strone domu.
[A ten jej wypafek kiedy? ;D ]
[Okej ;D ]
OdpowiedzUsuńW samochodzie zapalily sie az dwie kontrolki. Powinna sie zatrzymac, ale byla zbyt rozkojarzona by to zauwazyc. Zblizala sie do przejazdu kolejowego. Czerwone swiatlo zapalilo sie, a poviag byl na prawde blisko. Spostrzegla to zbyt pozno, jechala za szybko by zdazyc zahamowac. Wpadla prosto pod pedzaca maszyne. Krzyknela czujac niesamowicie silne uderzenie. pociag pchal przez pareset metrow auto ktore pozniej wypadlo z torow i kozolkujac wpadlo do rowu. Kate czula osyry bol i stracila przytomnosc.
Lekarze od razu przewiezli na blok operacyjny. Nie mogli zwlekac, miala liczne zlamania i urazy wewnetrzne. Nie wiedzieli czy z tego wyjdzie czy tez nie. Operacja trwala kilka godzin, raz im sie zatrzymala, ale przywrovil ja. Przewoezli ja na OIOM,gdzie podlaczyli do wielu aparatur.
OdpowiedzUsuńPo paru godzinach, gdy środki nasenne przestały działać otworzyła oczy. Zamrugała nadal sennie i dała radę poruszyć jedynie palcami, ale i tak nieznacznie. Zachłysnęła się jednak czując w gardle rurkę. Aparatury nieco zapiszczały, a ona aż się wzdrygnęła niemogąc pozbyc sie sama rurki. Lekarze weszli znów do środka. Spojrzała na nich. Lucas wyciągnął z niej rurkę, ale zaczęła kaszleć i nieco się dusić. Założyli na jej twarz maskę. Wszystko ją bolało, miała złamaną rękę i żebra. była też cała poobijana i pokaleczona od szkła i metalu. Gdy znów mogła zaczerpnąć tchu przymknęła oczy. Nadal nie bardzo wiedziała co się dzieje i była skołowana.
OdpowiedzUsuńSpojrzała na niego i wzruszyła nieznacznie ramionami. Było jej wszystko jedno czy trzymał ją za rękę czy nie, czy siedział obok niej, czy musiałaby być sama... Ian nie żył i nie mogła się z tym pogodzić. Tak na prawdę wcale się nie cieszyła, że wyszła cało z tego wypadku.
OdpowiedzUsuń-Co z Sophie?- Spytała tonem wypranym z jakichkolwiek emocji. Mimo wszystko na niczym nie mogła się skupić. Była w kompletnej rozsypce. Odwróciła od niego spojrzenie i wlepiła je jak zwykle w biały sufit.
Mimo, iż ogólnie wyzdrowiała nie była w dobrym stanie psychicznym. Totalnie się załamała, ale musiała jakos dalej żyć choć już jej się nie chciało, ale miała Sophie. Nie mogła zostawić jej zupełnie samej. Tylko to ją jakoś trzymało.
OdpowiedzUsuńPakowała swoje rzeczy, których i tak nie było za wiele, ale gdy usłyszał TEN głos, aż podskoczyła. Gwałtownie się odwróciła zrzucając z łóżka torbę. gdy go zobaczyła zamarła. Jej usta poruszyły się, ale żaden dźwięk nie wydobył się z jej ust. Nie wierzyła w to co widzi.
-Ale...- Zaczęła cicho.- Ty przecież nie żyjesz...- dokończyła drżącym głosem. Opadła na łóżko, gdy kolana sie pod nią ugięły. Odwróciła od niego spojrzenie, a dłonie zaczły jej drżeć. Zamknęła oczy w kórych zebrały się łzy.
W pierwszej chwili żadnego gestu nie odwzajemniła, ale w końcu po jego ciepłych słowach wtuliła się w niego mocno.
OdpowiedzUsuń-Jak dobrze, że jesteś już.- Wyłkała nie odrywajac się od niego.- Nigdy wiecej mi tego nie rób. Nie potrafię bez ciebie żyć.- Dodała odsuwając się kawałeczek. Spojrzała w jego oczy i pogłaskała go po policzkach napawajac się nim.
Kate wystarczyło, że dostrzegła krótki gest uściśnięcia dłoni. teraz wierzyła, że wszystko się ułoży. Uśmeichnęła się, a humor niemal od razu się jej poprawił, choć najwazniejsze, że Ian żyje. Podeszła do nich z lekkim uśmiechem i wzięła na ręce Sophie.
OdpowiedzUsuń-Dobrze, że z tobą w porządku Kate.- Spojrzała na ojca i pokiwała głową.
-Idziemy do domu?- Spytała zerkając na Iana.- Mam dość szpitala jak na razie.- Dodała przyglądając się roześmianej córce.
Chwyciła jego dłoń i uśmiechnęła się do niego.
OdpowiedzUsuń-Kocham cię.- Powiedział przyglądając mu się. Teraz była szczęśliwa. Przeniosła wzrok na Sophie, która machała swoimi małymi rączkami i uśmiechała się do niej patrząc na Kate swoimi dużymi niebieskimi oczkami. Była bardzo podobna do Iana.
Przejechała dłonią po masce nowego samochodu.
OdpowiedzUsuń-Jest piękny, ale wiesz,że nie musiałeś... Najbardziej zależy mi na tobie, a nie na drogich prezentach, ale na prawde dziękuję.- Pocałowała go krótko w usta i z usmiechem weszla do domu. Położyła Sophie do łóżka i tak zasnęła jej na rękach. Chwilę stałą i przyglądała się.
-Wygląda słodko gdy śpi.- Powiedziała, gdy dołączył do niej Ian.- I jest taka podobna do ciebie.- Dodała.
-Mam wszędzie siniaki.- Mruknęła, ale uśmiechnęła się. Zresztą nie tylko siniaki, choć większość już się pogoiła... Wokół pięknie pachniało, a wanna wygląda nieziemsko. Ściągnęła z niego koszulkę i przejechała dłońmi po jego torsie i piersi. Obrzuciła go spojrzeniem, które w końcu utkwiła w jego oczach. Przylgnęła na chwilę do niego i ucałowała go.
OdpowiedzUsuń-Jak ja za tobą tęskniłam.- Wymruczała.
Leżała tak z uśmiechem na twarzy.
OdpowiedzUsuń-Brakowało mi tego, ciebie.- Szepnęła gładząc go po barku. Nigdy nie sądziła, że będzie tak bardzo zakochana jak w tej chwili. Na prawdę miała teraz wszystko czego mogła chcieć. Przymknęła oczy i cichutko westchnęła.
W ciszy mu czekała póki się nie rozłączył. Ściągnęła brwi i nieco się odchyliła by móc na niego spojrzeć.
OdpowiedzUsuń-Co się stało?- Spytała zaniepokojona. teraz każdy telefon ją martwił. czy nie będzie musiał znów gdzieś wyjechać, czy pojechać na jakąś niebezpieczną akcję. Ten niepokój jakże męczący, ale widocznie jest nieodłącznym elementem ich życia... Czekała na odpowiedź. Nie chciała się stąd ruszać o niczym teraz nie myśleć.
Gdy to wszystko mówił jej serce dosłownie stanęło na moment. Wpatrywała się w niego rozszerzonymi oczami, ale gdy powiedział, że nigdzie nie idzie wyraźnie odetchnęła.
OdpowiedzUsuń-I tak bym cię nie puściła.- Odpowiedziała starając się by głos jej nie zadrżała. Podciągnęła się nieco i wpiła się w jego wargi. Tym razem nie miała zamiaru pozwalać by, aż tak się narażał. Już raz przeżyła jego "stratę" i to o raz za dużo.
Odłożyła ostrożnie Sophie na łóżko i założyła na siebie dresy. Szybko chwyciła za swoją torebkę, z której wyciągnęła niewielką broń. Od razu odbezpieczyła i spojrzała na Iana. Otworzyła nieznacznie drzwi i wyjrzała na korytarz. Miała nadzieję, że to tylko awaria systemu.
OdpowiedzUsuńRównież odłożyła broń. Gdy ich spojrzenia się skrzyżowały pokręciła tylko głową. Zeszła do kuchni i zaparzyła melisy po czym wróciła do sypialni. Usiadła obok i wyciągnęła rękę z kubkiem. Dotknęla ramienia dziewczyny.
OdpowiedzUsuń-Spokojnie... Wypij...- Powiedziała ciepłym głosem.
Pokiwała głową i ruszyła spakowac najpierw Sophie później siebie i Iana. Dopiero co zapowiadał się święty spokój. Widziała, że Charlotte nadal jest roztrzęsiona, więc chwyciła ją pod rękę i uśmiechnęła się do niej ciepło. Usiadła razem z nią i Soph z tyłu. Była pozytywnie zaskoczona, że mała po prostu sobie spała nieświadomo niczego... Spojrzała znów na siostrę Iana i położyła dłoń na jej ramieniu.
OdpowiedzUsuń-Jak będziesz chciała pogadać, jestem. Powiedziała cicho.
[ Halo? ;c ]
OdpowiedzUsuńGrace
Skrzywiła się słysząc o czyjejś śmierci. Teraz nie dziwiło ją poruszenie dziewczyny, Odruchowo przytuliła mocniej do siebie Sophie i ucałowała ją w czoło, a gdy zaczęła się wiercić lekko bujała ją. Spojrzała na nią tylko ciepło, wiedziała,że żadne słowa teraz nie pomogą. Miała nadzieję,że wszystko sie szybko ułozy, a oni będa mogli wrócić do domu.
OdpowiedzUsuńZłapała go za rękę kręcąc głową.
OdpowiedzUsuń-Nie.- Powiedziała z uporem podając na tą chwilę Sophie Charlotte. Położyła dłonie na jego barkach.- Nie jedź. Zawsze mówisz, ze nic ci nie będzie, a później wychodzi inaczej.- Powiedziała spoglądając błagalnie w jego oczy.
Postąpiła parę kroków za nim póki drzwi nie zamknęły się ze zgrzytem. Była jednocześnie przerażona i zła, o niego i na niego. Wzięła Sophie od niej i ułożyła n łóżku po czym oparła się o chłodną ścianę i schowała twarz w dłoniach. Miała tego już dość.
OdpowiedzUsuńAle jej już nie było w tym pokoju. Jka się ładnie poprosi to się zawsze dostanie to czego się chce. Znaleźli jeszcze jeden pokój do którego się przeniosła. Jak chce podawać się na złotej tacy śmierci to jej niech w to nie miesza. Miała dość ciągłego zamartiwania się i stresu gdy zadzwoni telefon, a może z wiadomością jakiej żadna narzeczona nie chce otrzymac.
OdpowiedzUsuńZmierzyła go długim spojrzeniem. Dobrze, że zostawiła Soph z Charlotte. Nie powinna słuchać takich rzeczy.
OdpowiedzUsuń-Ale JA mam dość.- Mruknęła podnosząc się na nogi.- I mógłbyś wziąć to pod uwagę, a nie patrzeć tylko na siebie.- Rzuciła o dziwo spokojnie. Nie miała zamiaru już wiecej szargać sobie nerwów. Ruszyła w stronę drzwi wymijając go bez słowa, czy spojrzenia więcej.
Przygladala mu sie w ciszy.
OdpowiedzUsuń-To silniejsze od ciebie.... Odemnie tez.- Mruknela krecac glowa.- Uwazaj zanim bedziesz musial wybierac.- dodala cicho odwracajac wzrok od niego.
[ DObra, dawaj xd ]
OdpowiedzUsuńZaśmiała mu się w odpowiedzi ciepło i następne co zrobiła, to wygodnie oparła o siedzenie. Spojrzała się na niego kątem oka i cicho westchnęła. Ona sama lubiła latać samolotem. Czuła się wtedy wolna, bardziej wyzwolona. NIe wiedziała skąd się to brało, ale to nie ważne. Z jej rozmyślań wyrwał ją telefon Iana, automatycznie na niego spojrzała, marszcząc przy tym swoje brwi.
Wyszła z tego "bunkru" i wsiadła do ich samochodu po czym z piskiem opon ruszyła w stronę miasta. Nia miała zamiaru się tutaj dusić. Po jej policzku spłynęła tylko jedna łza, którą szybko starła. Wzdrygnęła się na samo wspomnienie jego ostrego tonu. Pokręciłą głową z cichym westchnieniem. Miała zamiar odwiedzić jakis bar o ile ktos dziś otworzy.
OdpowiedzUsuńMiała złe przeczucia, kiedy jej o tym powiedział. Zastanawiała się też, dlaczego odwołali tą misje odwołali. Być może z jakiegoś ważniejszego powodu? Nie wiedziała. Jednak kiedy osłonił ją jej partner, wyjrzała za niego i po chwili go od niej odciągnęli, przystawiając mu pistolet do głowy.
OdpowiedzUsuń- To są po prostu jakieś żarty - mruknęła, słysząc to wszystko. Pod sukienką miała swoją małą broń, jak zwykle i nie miała póki co się do tego zamiar przyznawać. Kiedy zaczął okładać Iana, zaklęła pod nosem i dała jednemu z nich swój telefon. Podniosła się z fotela i uniosła ręce do góry.
- On jest z FBI, będziecie mieli poważne kłopoty za atak na jednego z agentów - powiedziała twardym tonem, nie dając się spiorunować jego spojrzeniom.
- Siadaj, bo tobie się również oberwie - odpowiedział, po czym zmierzył ją od góry do dołu - chociaż za nim zginiesz, być może zrobimy trochę użytku z tak zgrabnego ciała - dodał, a ona się tylko wkurzyła, uderzając go z pięści w twarz. Upadł na ziemie i zaczął kląć w niebo głosy. Jeden z nich chwycił dziewczynę za ręce i skutecznie blokował jej ciosy.
- Suka - uderzył ją w twarz, wycierając podbródek, na którym było trochę krwi.
Patrzyla na to z rozchylonymi ustami. Kiedy jakis mezczyzna zaczal w nia mierzyc przymknela oczy i zacisnela usta. Uslyszala strzal i poczula jak upada na ziemie, ale nie za sprawa kuli tylko Iana. Oparl sie i fotel i cicho jeknela widzac jego zakrwawiona koszulke. Dlaczego ja oslonil, idiota! wtedy zostai wrzuceni do schowka i ich zamkneli. ta znalazla sie szybko przy nim i musnela jego policzek swoimi drobnymi palcami.
OdpowiedzUsuń- Po co to zrobiles? spytala. Zaczela goraczkowo rozgladac sie za apteczka. w takich pomieszczeniach gdzies powinna byc zapasowa. Jej dlooonie byly od krwi bo przyciskala nimi rane mezczyzny.
[Podoba mi się ten pomysł :D Jeśli chcesz mogę zacząć. ]
OdpowiedzUsuńCameron
Westchnęła w odpowiedzi pod nosem i chwyciła jego telefon. Wystukała telefon szefa, który odebrał dopiero po trzecim sygnale.
OdpowiedzUsuń- Co jest? Powinniście być dawno na lotnisku - powiedział wkurzony.
- Tu Stewart. Przechwycono samolot. Ian jest ranny, a na pokładzie są ludzie - przeszła od razu do rzeczy, a w odpowiedzi usłyszała potok przekleństw.
- Masz broń? - spytał.
- Mam, ale zamknęli nas - mruknęła.
- Cholera, postaramy się zrobić co w naszej mocy - powiedział i się rozłączył. Położyła telefon na ziemi i uklękła przy nim. Chwyciła jego twarz w swoje zimne dłonie.
- Ian, głupku nie śpij. Patrz na mnie i rozmawiaj ze mną - powiedziała, niemal krzycząc.
Wzięła tą apteczkę,ale kiedy powiedział jej, co ma zrobić, zbladła.
OdpowiedzUsuń- Ty chyba zwariowałeś - skomentowała. Dobra, szkolili ją. Ale co innego robić to na głupim manekinie, a co innego na człowieku. Na Ianie! Jednak wzięła głęboki wdech i zrobiła to, o co prosił. Oczyściła ręce z jakichkolwiek zarazków i założyła na nie rękawiczki. Ledwo powstrzymywała się, by jej ręce drżały. Cały ten zabieg zajął jej jakieś pół godziny. Najgorsze było zszycie. Bała się, że zrobi mu jakąś krzywde lub zszyje coś, co nie powinna. Przy tym całym zadaniu ciągle przegryzała swoją wargę. To były jaja, po prostu jaja. Kiedy skończyła wzięła głęboki wdech i wydech i się odsunęła.
- Wole jednak gonić za Angels - skomentowała to wszystko i przymknęła oczy, by się uspokoić. Kiepski byłby z niej medyk .
Cameron Mayer sączył whisky siedząc przy barze. Od kilku tygodni w Bostonie nic się nie działo, a on nudził się jak mops. Jedyną rozrywką był alkohol i poker, w którym i tak zawsze przegrywał. Przeczesał dłonią włosy i spojrzał na swojego przyjaciela, Iana Everetta. Dopił alkohol i przeciągnął się.
OdpowiedzUsuń-Czasem ta praca to wylęgarnia nudy. - mruknął.
Cameron
Kiedy poczuła jego palce na swoim policzku, mimowolnie zesztywniała. Jednak to wszystko przerwał mężczyzna, który wszedł i zaczął się na nich drzeć. No, dość szybko im poszło. Stanęła przed Ianem, bo w końcu on był ranny.
OdpowiedzUsuń- Skąd mam wiedzieć? Sądziłeś, że władze się nie zorientują że ich samolot nie przyleciał? - spytała z ironią. Ten zacisnął pięścia i podszedł do dziewczyny, a drzwi zanim automatycznie się zamknęły. Za nim ten uderzył ją w twarz, ta wyciągnęła swój pistolet, który miała pod sukienką na udzie i uderzyła nim w głowę przeciwnika. Natychmiast opadł na ziemię nieprzytomny.
- Będą kłopoty, jak się zorientują, że ten nie wraca - mruknęła z niewinnym uśmiechem, odwracając się do Iana i dopiero teraz odblokowała broń.
Kiwnęła posłusznie głową, ale miała ochotę go zabić. Co za idiota, który jest ranny i ledwo trzyma się na nogach, rusza na przód by załatwić innego bandytę? Oczywiście, że Ian. Wolała jednak się nie wysławiać, dlatego ruszyła za nim w milczeniu. Jedna kobieta na ich widok się uśmiechnęła, nawet chciała się odezwać ignorując polecenie Iana, ale Grace przeszyła ją swoim lodowatym wzrokiem i od razu odechciało jej się zamknąć usta.
OdpowiedzUsuń- Gdzie ten pacan, do jasnej cholery jest?! - krzyczał koleś. Kątem oka Grace go już dostrzegła. Ian szedł przodem, a ona za nim. Wtedy ktoś chwycił ją za rękę. Mała dziewczynka z szerokimi oczami.
- Boje się - szepnęła, na co Grace przegryzła dolną wargę. Posłała jej delikatny uśmiechem.
- Nie masz czego, zaraz będzie po wszystkim - odpowiedziała jej do ucha, na co ta ją puściła i ta po cichu znalazła się znowu za Ianem. Wyglądała dość smieszne. Sukienka i bose stopy, bo buty zostawiła w tamtym pomieszczeniu. Ale nikt nie miał ochoty jej kwestionować z spluwą w ręce.
Ona stała i osłaniała Iana. Idiota, idiota, idiota. To się źle skończy, nawet jeśli wygra. Kiedy go zakuł, poczuła taką samą ulgę jak inni. Spojrzała się na niego badawczym wzrokiem i westchnęła.
OdpowiedzUsuń- Ty siedzisz tutaj i odpoczywasz, ja pójdę zobaczyć - powiedziała tonem, który nie przyjmował sprzeciwu. Wolnym krokiem ruszyła w stronę kabiny pilotów. I omal nie strzeliła sobie kulki w głowę. Obydwoje nie żyli, strzały prosto w serce. Ustawiony był autopilot, lecieli w kierunku Meksyku. Zaklęła pod nosem i wróciła do partnera.
- Pilocie nie żyją, ale lecimy do Meksyku. Cieszysz się? - mruknęła z ironią w głosie, widząc jak jego bluzka znowu przesiąka krwią - Ian? - zwróciła się z niespokojnym wzrokiem, pokazując na to miejsce palcem.
Dobra, Grace może i była dobrym agentem i szanowanym, ale lotnictwo - nie jej bajka. Naprawdę kompletnie się na tym nie znała, no za cholerę. Jednak posłusznie wykonywała słowa mężczyzny, który zgrabnie i dokładnie tłumaczył jej, jak zresetować autopilota i wbić lotnisko Barcelony, bo przecież tam miał dolecieć samolot. Jak widać, doleci. Z lekkim opóźnieniem. Kiedy skończyła i autopilot przyjął miejsce docelowe, Grace odetchnęła z ulgą. Spojrzała się na dziewczynę i kiwnęła jej w podziękowaniu głową.
OdpowiedzUsuń- Ian, dzisiaj przeżyłam aż dwa pierwsze razy. Zazdrościsz? - spytała żartobliwie, opadając na fotel.